Zgadnijcie jaka aplikacja przekroczyła próg 5 miliardów pobrań!

0

Jeśli zaglądacie do nas regularnie to wiecie, że czasami lubimy podzielić się z wami newsem, który raczej nie odmieni waszego życia. Dotyczy to przede wszystkim rekordów pobrań w Google Play oraz informacji o nowych obrazkach emoji, które zasilają zasób naszego piktograficznego słownika. Mamy nadzieję, że wśród naszych czytelników są takie osoby, które podzielają nasze małe „guilty pleasure”. Jak mogliście wywnioskować z tytułu, tym razem czeka na was rewelacja spod znaku rekordów. Zanim przejdziecie do dalszej części tekstu, polecam udział w zabawie i obstawianie o jaką aplikację może chodzić…

Pierwszym rekordzistą Google Play, który przebił granicę 5 miliardów pobrań był YouTube. Oczywiście z technicznego punktu widzenia warto byłoby policzyć również samo Google Play, ale sami przyznacie, że to trochę bez sensu. Nie trudno się jednak domyślić, że kolejny rekordzista to również aplikacja z rodziny Google. Muszę przyznać, że w pierwszej chwili obstawiałem samą wyszukiwarkę. Okazuje się jednak, że w Google Play jest aplikacja, którą pobieraliśmy jeszcze chętniej. To Mapy Google!

Dlaczego aplikacje Google tak świetnie sobie radzą? Cóż, nie da się ukryć, że w dużej mierze jest to zasługa Androida, który w przypadku większości urządzeń, oferuje pewne narzędzia domyślnie. Wiele smartfonów od razu po wyjęciu z pudełka pozwala nam skorzystać z Gmaila, Map Google lub YouTube, bez konieczności pobierania ich ze sklepu Google Play. Właśnie dzięki temu, firma z Mountain View może pochwalić się takimi rekordami.

Nie chcę jednak umniejszać zasług Map Google. Mimo że korzystam ze smartfona od Apple, który również oferuje swoją własną nawigację, to właśnie Google Maps jest moim numerem jeden jeśli chodzi o odnajdywanie się w nieznanych mi miejscach. A jak jest w waszym przypadku? Myślicie, że liczba pobrań Map Google to zasługa samego produktu, czy ułatwionej dostępności aplikacji na smartfonach z Androidem? A może jedno i drugie? Dajcie znać w komentarzach.

Do
góry