Animal Crossing: Pocket Camp to kwintesencja serii zamknięta na małym ekranie

0

Animal Crossing: Pocket Camp

Niewiele gier mobilnych robi tak wiele zamieszania, jak każda kolejna produkcja Nintendo, która ląduje na dotykowych ekranach. Tak sprawy miały się zarówno z Super Mario Run, jak i Fire Emblem: Heroes. Oba tytuły spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem, w którym chwalono Nintendo za podejście do tematu i bardzo fajnie podejście do interpretacji ich marek w nieco innej formie, niż robią to na co dzień. Po kilku miesiącach przerwy nadszedł czas na ich kolejną grę. O Animal Crossing: Pocket Camp już was informowaliśmy na AntyApps. Dzieliliśmy się także datą premiery tuż po tym, jak ją oficjalnie ogłoszono. Przez ostatnich kilka dni miałem przyjemność zapoznawać się z grą we wcześniejszym dostępie, teraz zaś nadszedł czas na to, by podzielić się wrażeniami z najnowszej gry Nintendo na iOS i Androida!

Animal Crossing: Pocket Camp — uroczy i wciągający!

Całą przygodę rozpoczynamy od ekspresowego stworzenia naszego bohatera i samouczka, który — uwierzcie — nie zdąży nas znudzić. Twórcy skupili się na podstawach. I o to chodzi, w prostocie siła! Kiedy jesteśmy przy prostocie — warto tu także wyróżnić kwestię sterowania, które opiera się na prostych stuknięciach w ekran. To tyle!

Animal Crossing: Pocket Camp

W produkcji czeka na nas cały pakiet barwnych bohaterów, z którymi możemy wchodzić w interakcje. Ale na nich świat się nie kończy, bo jest jeszcze masa rzeczy do zwiedzenia, do zebrania, do złowienia, do posadzenia i zrzucenia z drzew. Koncept zabawy pozostał jednak bez zmian: wciąż chodzi w niej o to, aby się rozwijać, rozbudowywać, gromadzić, tworzyć i… po prostu doskonale bawić. Przed premierą trwało dużo dyskusji na temat tego, czy Animal Crossing: Pocket Camp ma szansę na sukces. Twórcy nie ukrywali, że będzie oparta na modelu free-to-play, co oznacza dużo czekania, albo konieczność sięgnięcia do portfela i przyspieszenie pewnych spraw w ramach IAP. W mojej opinii najbardziej uroczy symulator jaki tylko można sobie wyobrazić — naprawdę się obronił!

Projekt zamknięty został w trzygodzinnych cyklach, po których nadchodzi zestaw zmian. Bohaterowie zaczynają się przemieszczać, a część roślin odrasta i znów możemy liczyć na zastrzyk nowych owoców. A nie muszę chyba nikomu mówić o tym, że warto do zabawy zaglądać regularnie, by pracować nad naszymi relacjami z innymi obozowiczami. I jak najefektywniej bawić się w crafting, bo bez niego mimo wszystko za daleko nie zajdziemy — postacie po prostu nie bedą chciały się z nami kumplować. Budowanie kontaktów z innymi to podstawa zabawy, a cała reszta jest tak naprawdę środkiem do celu — bardzo fajnie zrealizowanym i jeżeli macie odrobinę cierpliwości — niezwykle wciągającym! Tym bardziej, że nie zabrakło też interakcji z innymi graczami!

Animal Crossing: Pocket Camp to gra, która dopiero debiutuje na rynku — a jako że będzie tworem żywym i zmieniającym się w oczach, trudno jest ją ocenić już na starcie. Bo wiadomo, że z czasem nie zabraknie tam dodatkowych atrakcji w postaci większych, globalnych, wydarzeń czy dodawanych stopniowo elementów. Na ten moment mogę jednak spokojnie przyznać, że to bardzo fajna i lekka adaptacja tego, co znamy z konsol Nintendo. I jeżeli lubicie tzw. slow life games, to poczujecie się tutaj jak w domu! Animal Crossing: Pocket Camp dostępne jest w AppStorze oraz na platformie Google Play, w wersji uniwersalnej, za darmo.

Do
góry