Apple zabiera głos w sprawie Steam Link. Czyżby jednak sytuacja nie wyglądała tak tragicznie?

0

W miniony piątek informowaliśmy o dość nietypowej sytuacji, w której to Apple zdecydowało się nie dopuścić do swojego sklepu z aplikacjami Steam Link — przydatnej aplikacji, która pozwala na szybki i bezproblemowy streaming gier z komputera. Sytuacja była o tyle dziwna, że chwilę wcześniej, kiedy Valve ogłaszało pracę nad programem, była ona przez nich wstępnie zaakceptowana w pierwotnej wersji. Ostatecznie jednak do sklepu nie trafiła i powodem tego miał okazać się… sklepik, który jest przecież integralną częścią platformy Valve.

Zakupy albo z błogosławieństwem Apple, albo wcale

Okazuje się bowiem, że sprawa Steam Linka wcale nie jest taka przesądzona, jak jeszcze kilka dni temu można było zakładać. Najbardziej problematycznym elementem z punktu widzenia Apple okazał się… sklepik. Jak za pewne dobrze wiecie — firma od lat pobiera procent od transakcji wykonanych wewnątrz aplikacji, które trafiają na ich platformę. Tym razem jednak sprawa jest nieco inna niż zwykle — bo przecież wszystko to, co można widzieć na ekranie smartfona / tabletu, to tylko streaming z komputera. Mimo wszystko nie zamierzają odpuścić tematu. Dlatego obecnie, rzekomo, mają trwać prace nad tym, aby Steam Link w wersji na iOS po prostu był pozbawiony zakładki ze sklepem.

Apple, jak widać, jest bardzo stałe w swoich poglądach — i nawet przy takich, no — nie ukrywajmy — niecodziennych sprawach, nie daje za wygraną. Sprawa braku Steam Link na iOS jednak zrobiła się na tyle głośna, że nie mogli pozostać na nią obojętni i dość szybko poinformowano, że trwają właśnie rozmowy i współpraca między obiema firmami, aby jak najszybciej dopracować produkt, który będzie akceptowalny dla obu stron.

Obecnie spekuluje się głównie o tym, że Steam Link trafi na iOS bez tego jednego modułu — i myślę, że tak naprawdę dla większości użytkowników nie będzie robiło to większej różnicy, bo przecież komputer i tak zawsze mają pod ręką. A nawet jeżeli nie, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić zakup chociażby z poziomu smartfona czy tabletu — przeglądarki przecież nikt nie blokuje.

To jedna z najciekawszych „afer” w ostatnich miesiącach, która obrazuje jeden z najdziwniejszych konfliktów interesów jakie widziałem. Ciekawe ile zajmie im dopracowanie wersji, której zielone światło dadzą obie strony?

Do
góry