Erin: The Last Aos Sí — Turowy runner? Czemu nie!

3

Był taki czas, że w świecie gier mobilnych dominowało powielanie sprawdzonych schematów i kopiowanie gier, które w przeszłości odniosły już sukces bez szczególnej dbałości o innowacyjne elementy rozgrywki. W ciągu ostatnich miesięcy, zauważyłem, że w Google Play i App Store zaczęły się w końcu pojawiać tytuły, które trudno jest porównywać do innych gier, z racji na wyjątkowo oryginalne pomysły. Erin: The Last Aos Sí to jeden z takich właśnie tytułów. Oprócz bardzo dopracowanej oprawy w stylu pixel art, gra oferuje wyjątkowy system sterowania. Z jednej strony mamy tu turowe walki odbywające się w trakcie biegu naszej bohaterki. Z drugiej: system rzucania zaklęć bazujący na kombinacjach przycisków i wykonywaniu gestów na ekranie w określonym tempie. Jeśli szukacie gry, która na tle konkurencji wyróżnia się oryginalnością, polecam sprawdzić ten tytuł!

Bóg świata w którym rozgrywa się akcja Erin: The Last Aos Sí, o imieniu Bal, zszedł na ziemię. Trudno powiedzieć po co, jednak jak wynika z plansz, które wprowadzają nas do rozgrywki, nie ma on przyjaznych zamiarów. Jak to bywa w tego typu historiach, niewielu śmiałków może go powstrzymać. W tym wypadku, jedynymi, którzy mogą tego dokonać są potomkowie rodu Aos Si. Jak się pewnie domyślacie, jedyną chętną była tytułowa Erin.

Zanim rozpoczeniemy rozgrywkę, wybieramy jeden z trzech profili. Są to po prostu „sloty” zapisu, dzięki czemu, na jednym smartfonie, trzy osoby mogą brać udział w osobnych rozgrywkach. Twórcy gry pomyśleli też o zróżnicowaniu poziomu trudności. Do wyboru mamy: normal, hard oraz impossible.

Do gry wprowadza nas prosty tutorial, który możemy pominąć. Składa się on z plansz na których wyjaśniane są poszczególne zasady gry w postaci tekstu oraz krótkich animacji. Mimo że czcionki zostały dobrane pod pikselowy styl rozgrywki, miałem momentami problem z ich rozczytaniem. Na szczęście ilustracje rozwiewały tu większość wątpliwości jeśli chodzi o sposób gry.

W każdej rundzie nasza bohaterka biegnie przed siebie, natrafiając po drodze na różnych przeciwników. Gdy rozpoczyna się walka, w dolnej części ekranu pojawia się pasek po którym przesuwają się ikony symbolizujące naszą postać i wroga z którym musimy się zmierzyć. Na pasku zaznaczone jest pole zaklęć. Gdy miniatura postaci dotrze do tego miejsca, za pomocą kombinacji przycisków z różnymi symbolami rzucamy zaklęcie. Pomocna okazuje się tutaj księga w której możemy podejrzeć co należy robić. Po jakimś czasie, z pewnością nauczycie się zaklęć na pamięć. Z czasem dochodzą oczywiście nowe, więc gracz będzie musiał strategicznie planować ich wykorzystanie.

Kiedy zaklęcie jest już wybrane, czekamy aż miniatura naszej postaci dotrze do końca paska. Tutaj, niespodzianką może być szybszy przeciwnik. Jeśli to on pierwszy wyląduje na końcu linii, nasza kolej przepada. Jeśli jednak uda nam się go wyprzedzić, będziemy musieli rzucić czar. Polega to na wykonaniu określonego gestu. Może to być kliknięcie wskazanego miejsca lub przeciągnięcie palcem w odpowiednim tempie. W niektórych przypadkach miałem duży problem z timingiem i mam wrażenie, że twórcy gry mogli nieco lepiej oznaczyć o co chodzi w wykonywaniu określonych zaklęć. Mimo wszystko, sama rozgrywka naprawdę wciąga i sprawia, że chce się grać dalej.

Jeśli lubicie gry w stylu retro ale macie już dosyć tych samych mechanizmów rozgrywki, Erin: The Last Aos Sí to tytuł, który powinniście sprawdzić. Autorzy gry świetnie połączyli mechanizmy turowego RPG i zręcznościówki. Tytuł dostępny jest w Google Play i App Store.

Ocena autora

Ocena 5-
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
  • Daniel Franko

    Hey BARTŁOMIEJ,
    thanks A LOT for reviewing my game Erin: The Last Aos Sí! It makes me really happy that I managed to catch your attention and kept you entertained.

    I’ve just released a short „Making of Erin” video – https://youtu.be/OQQXVx13og4 that summarizes the whole development process, it’s worth checking out :)

    • My pleasure. The video is really impressive man! Hope You had backup when your HDD died ;)))

      • Daniel Franko

        Yeah, I lost my data too many times before so I’m being careful now and backing my date to a separate HDD and a cloud.

        Thanks again. Keep up the good work!

Do
góry