To się nazywa inwigilacja. Chińczycy przechodzą samych siebie!

1

Po tym jak Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na firmę Huawei, coraz częściej słyszy się o tym, że Chińczycy szukają sposobów na tworzenie „tylnych wejść” do naszych smartfonów. Dowodem na to mają być setki aplikacji naruszających prywatność użytkowników, które Google i Apple regularnie usuwa ze swoich sklepów. Niestety, duża część tych produkcji pochodzi właśnie z Chin. Okazuje się jednak, że ataki szpiegowskie nie muszą odbywać się zdalnie. Na jednej z Chińskich granic zaczęto zabierać ludziom telefony i skanować ich zawartość!

O tej bezczelnej praktyce poinformowały niedawno he GuardianThe New York Time Süddeutsche Zeitung. Dziennikarze ze wspomnianych redakcji przeprowadzili śledztwo, którego efektem były reportaże mówiące o tym, że Chińczycy bez żadnych skrupułów wchodzą w prywatny świat użytkowników smartfonów, którzy chcą dostać się do najludniejszego państwa świata.

Na jednym z przejść granicznych powszechną praktyką jest kontrolowanie smartfonów. Urządzenia są na chwilę zabierane ich właścicielom, a następnie poddawane odpowiednim analizom za pomocą programów szpiegujących. Celnicy wymagają również podania hasła i kodu PIN do urządzenia. Odmowa łączy się najprawdopodobniej z odmówieniem wstępu do kraju.

W przypadku urządzeń z Androidem, w telefonach instalowana była aplikacja Fēng cǎi, której zadaniem było zbieranie informacji o tym w jaki sposób dana osoba korzysta ze smartfona. Program przeszukiwał urządzenie pod kątem treści, które zdaniem chińskich władz mogą być potencjalnie niebezpieczne. Chodziło na przykład o teksty związane z islamskimi ekstremistami, wzmianki o Ramadanie lub… o muzykę japońskiego zespołu Unholy Grave (fragment koncertu „niebezpiecznej grupy” poniżej).

W nieco lepszej sytuacji znaleźli się użytkownicy systemu iOS. Zabezpieczenia od Apple nie pozwoliły dotąd stworzyć aplikacji szpiegowskiej, którą można byłoby zainstalować na pokładzie iPhona. Kontrola nie omijała jednak takich osób. Telefony były w ich przypadku sprawdzane „ręcznie”.

Jak się pewnie domyślacie, Chińczycy wciąż nie odnieśli się do sytuacji opisanych przez dziennikarzy. Kraj w którym funkcjonuje system oceny obywateli raczej nie przejmuje się takimi rzeczami. Najważniejsza jest pełna kontrola i bezpieczeństro Chińskiej Republiki Ludowej. A co z prywatnością? Cóż, turyści, którzy przeszli kontrole pobłażliwie przyznawali, że wybierając się do Chin, byli przygotowani na takie sytuacje…

źródło: Engadget

Do
góry