Facebook robi co może by utrzymać się na powierzchni, ale…. raczej was tym nie kupi

0

Ostatni czas na Facebooka nie należy do najszczęśliwszych. Non-stop znajdują się w środku jakiejś afery, jeżeli nie o zabarwieniu politycznym, to takiej gdzie na pierwszym miejscu leży prywatność. Pasmo nieustannych porażek PRowych — i mimo że liczba użytkowników się zgadza, to stałą zagwozdką firmy jest… to jak utrzymać przy sobie młodszych użytkowników. Jak ich zaangażować i zadbać o to, by nie uciekali do konkurencyjnych usług, tylko wpatrywali się w nasze okienka. Instagram, owszem, całkiem nienagannie sobie z tym tematem radzi — ale też już przestał być fajny. Swego czasu Snapchatowi szło dobrze, ale równie szybko i intensywnie co się zaczęło — temat umarł. Teraz królem jest Tik Tok, którego funkcje gigant ochoczo kopiuje. Ale poza tym pracuje nad nowym rozwiązaniem: LOL. Co to takiego?

Facebook LOL: centrum gifów, memów i innych rzeczy, których wolałbym unikać

Facebook LOL ma być sekcją (chociaż nie jest wcale wykluczone, że będzie po prostu osobną aplikacją), która stanie się ogromnym centrum dla wszystkich miłośników szeroko pojętych śmieszków. Ma to być pewnego rodzaju hub zrzeszający pod sobą wszystkie te memowe materiały i króciutkie wideo (które, z tego co rozumiem, konstrukcji mają być bliższe znanym zewsząd gifom). Wszystko to posegregowane według kategorii, by łatwiej było się w tym wszystkim odnaleźć. Brzmi, delikatnie mówiąc, słabo — i jakoś nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić facebookową rewolucję i nagły powrót młodej krwi do Facebooka na dłużej tylko po to, by z takich bibliotek korzystać. Ale co ja wiem, już tyle kopiowanych pomysłów przez nich miało się nie udać, a w końcu wiele okazało się znacznie większym sukcesem, niż u ich pierwotnych właścicieli. Doskonałym przykładem jest tutaj Snapchat i ich relacje – co prawda stricte na FB niespecjalnie temat się przyjął, ale jeżeli spojrzymy na to, jakie szaleństwo wokół nich rozpętało się na Instagramie — to zupełnie inna bajka.

Widzę to jako tonącego, który chwyta się brzytwy, byle tylko pozostać na powierzchni i wciąż być atrakcyjnym dla każdej z grup wiekowych. Szczerze mówiąc: marnie to widzę, bo przecież wszyscy fani tego typu rozrywek mają już co najmniej kilka fenomenalnych miejsc w sieci, gdzie takowe znajdą. Dlatego kompletnie tego nie kupuję, no ale niech próbują — może się uda. Na tę chwilę prowadzone są testy wśród niewielkiej grupy licealistów w USA — i projekt na dobrą sprawę dopiero nabiera kształtu.

Źródło, obrazki

Do
góry