Smutne wiadomości dla wszystkich wyczekujących Mario Kart Tour

0

Nintendo przez wiele lat trzymało się założeń „starej szkoły” twórców gier. Uświadczyć u nich DLC było rzadkością (a nawet jeśli takowe się pojawiały, to kilka lat po tym, jak format zdążyła wyeksploatować już na milion sposobów konkurencja). Gry free-to-play z ich markami pojawiły się stosunkowo niedawno. I pierwsze podejście do tematu było jak najbardziej udane. Zresztą sukces takich produkcji jak Fire Emblem Heroes mówi sam za siebie: da się. Teraz ruszyła pierwsza beta Mario Kart i pierwsze wieści od ludzi którym udało się do nich załapać nie napawają specjalnym optymizmem… a wręcz przeciwnie.

Mario Kart Tour: smartfony nie dla tych wyścigów

Mario Kart to zdecydowanie najważniejsza marka w kategorii kart-racerów. Arcade’owe wyścigi pełne humoru i pułapek którymi mogą nas obrzucić inni kierowcy to hit, który od lat serwuje od groma frajdy. Dlatego też po pierwszych zapowiedziach Mario Kart Tour na smartfony byłem pełen nadziei na to, że kultowa marka w końcu namiesza także i na tym rynku. Pierwsze wieści napływające od ludzi którym udało się dostać do programu testowego jednak skutecznie ochłodziły mój zapał.

Nintendo, jak to Nintendo, jedzie własnym torem. Dlatego też nie spodziewajcie się zbyt wielu zrzutów ekranu czy nagrań wideo z bety — bo te są po prostu zabronione. Ale nawet bez nich dowiedzieliśmy się o tym, że Mario Kart Tour to typowa gra z solidną dawką elementów losowości — czyli tzw. gatchy. W wersji beta znalazły się dwie waluty, za które możemy kupić (niesławne) lootboxy oraz… staminę. A bez tej drugiej — pobawione, bo to ona definiuje jak długo możemy jeszcze jeździć. W pudełkach zaś trafić można na wszystko: od skórek, przez bohaterów, na pojazdach kończąc. I jeżeli macie ku temu jakieś wątpliwości, to od razu chciałbym je teraz rozwiać: tak, jedni bohaterowie są dużo mocniejsi, niż pozostali.

Na plus w całej tej zabawie — mechanika. Pod tym względem twórcy spisali się na piątkę i sama zabawa podobno dostarcza od groma frajdy. No ale co z tego, skoro na większym obrazku całość… staje się po prostu bez sensu. Bo albo płacimy krocie, albo spędzamy tam setki godzin z nadzieją, że może tym razem się uda. Umiejętności schodzą na dalszy plan – liczy się szczęście i władowane tam pieniądze…

Źródło

Do
góry