Meitu gromadzi dużo informacji, twórcy wyjaśniają dlaczego

0

Zrzut ekranu 2017-01-20 o 11.36.54

W zeszłym tygodniu świat oszalał na punkcie Meitu — niepozornej aplikacji, które w mgnieniu oka stylizowała nasze zdjęcia na modłę azjatyckich kanonów piękna. Rozmaite rozmycia, rozbłyski, upiększenia. Wszystko to jest przerysowane do granic, ale… niektórym właśnie tego potrzeba! Serwisy społecznościowe zostały zalane kreacjami z programu, a na szczycie jego popularności pojawiło się wiele doniesień na temat tego, że program gromadzi niebezpiecznie wiele danych o użytkownikach. Nigdy tego nie ukrywał, ale nagle zrobiła się z tego sporych rozmiarów awantura i twórcy Meitu zabrali w końcu głos w tej sprawie.

Aplikacja prosi bowiem o dostęp do dialera, książki adresowej, danych GPS czy IMEI — a w wydaniu dla iOS interesuje się jeszcze tym, czy urządzenie na którym została zainstalowana jest po jailbreaku. Sprawdza też z jakiego urządzenia korzystamy, chce także poczęstować się numerem naszej karty SIM i sprawdzić jaki operator GSM nas obsługuje. Dużo tego jak na aplikację, której głównym zadaniem jest robienie i ozdabianie zdjęć, nie sądzicie?

Jeżeli na powyższe pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to raczej nie zdziwi was to, że nie tylko wy tak uważacie. Dlatego zaczęto badać sprawę dalej — zrobiło się o tym głośno i twórcy aplikacji musieli odpowiedzieć skąd te wszystkie prośby dostępu.

Jak się pewnie domyślacie — chodzi o dziwne regulacje, które rzekomo są standardem wśród chińskich deweloperów plus, rzecz jasna, o reklamy. A także o dane, które mają posłużyć dalszemu rozwojowi aplikacji, o czym pisał Jakub w swoim tekście na AntyWeb:

Meitu oznajmiło, że program zachowuje się w ten sposób, by zbierać dane potrzebne do ulepszania aplikacji oraz pobierania „nieszkodliwych” danych telemetrycznych o użytkownikach. Dodatkowo, tłumaczenie Meitu obejmuje również dbałość o przestrzeganie lokalnego prawa. Z zapisów w Chinach wynika, że każdy producent aplikacji powinien zbierać stosowne dane o użytkownikach – również adresy MAC oraz numery IMEI.

Sprawa jest bardzo głośna, bo i sama aplikacja z dnia na dzień stała się szalenie popularną. Podobnie zresztą sprawy miały się kilka miesięcy temu przy okazji Prismy — czy kilka lat temu Instagramu — i zdaniu sobie sprawy z tego, na co zgadzamy się akceptując regulamin i korzystając z aplikacji. Gromadzenie i sprzedaż danych o użytkownikach które sami chętnie rozdają to nic nowego, w końcu czymś trzeba zapłacić za te wszystkie darmowe aplikacje i (opcjonalnie, również) brak reklam.

Meitu prosi nas o cały zestaw danych — nie musimy na tę prośbę przystawać. Apple dba o to, aby zewnętrzne aplikacje nie miały dostępu do danych takich jak numer IMEI czy adres MAC, zaś dostęp do poszczególnych sekcji wymaga naszej osobnej zgody dla każdego nowo zainstalowanego programu. Czy się na to zgodzimy? To już zależy tylko od nas.

Do
góry