Najlepsze gry 2012 dla Androida

4

gryPodsumowałem już najlepsze aplikacje roku 2012 dla Androida, teraz nadszedł czas na zestawienie gier. Dwanaście, moim zdaniem, największych tegorocznych hitów które pojawiły się na Androidzie — mam nadzieję, że o niczym ważnym nie zapomniałem?

angry birds

Angry Birds Space — fenomen Wściekłych Ptaków jest dla mnie zagadką nie do rozwikłania. Sam dobrze bawiłem się przy ich pierwszej odsłonie, ale im dalej w las, tym coraz bardziej nie mogłem zrozumieć dlaczego tysiące ludzi z całego świata wciąż nie mają dość. Sprawy nabrały nowego obrotu przy kosmicznej odsłonie gry — nowe zasady i świeże pomysły sprawiły, że znów — dosłownie — nie mogłem się od Angry Birds oderwać.

Link do wpisu.

bards

Bard’s Tale — pierwszy i nie jedyny hit z „dużych” sprzętów, który po latach doczekał się konwersji na sprzęty mobilne. Rozbudowane i pełne humoru RPG które nie tak dawno święciło triumfy na konsolach i komputerach, teraz można mieć zawsze przy sobie. Kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy gwarantowane — do tego gra od niedawna dostępna jest także po polsku. A jeśli i to Was jeszcze nie zachęciło, to może wciąż trwająca promocja w której grę można nabyć 50% taniej da radę? :)

Link do wpisu.

bs

 

Broken Sword: Director’s Cut — gra której najbardziej zazdrościłem właścicielom urządzeń z iOS na pokładzie po wielu miesiącach (latach?) nareszcie trafiła także na Androida. Pewnie część z Was powie, że to staroć i kolejny odgrzewany kotlet — i trochę prawdy w tym jest. Ale z drugiej strony to jedna z najlepszych przygodówek z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Historia morderstwa w paryskiej kawiarni robiła wrażenie przed laty, robi i teraz. Klimat opowieści wciąż nie pozwala się od niej oderwać, a świetnie napisane dialogi i fenomenalny wręcz dubbing sprawiają, że do gry aż chce się wracać.

Link do wpisu.

granny

Granny Smith — kto powiedział, że tylko młodość ma swoje prawa? Staruszka której pewien łobuz kradnie jabłka z sadu nie planuje pozostawić tego występku bez konsekwencji, i udaje się w pogoń za nim, by schwytać złodziejaszka. To zdecydowanie jeden z najlepszych free runnerów jaki miał szansę wyrwać mi godziny z życiorysu — dopracowany, kolorowy, pełen humoru i z każdą sekundą coraz bardziej wymagający skupienia i szybkiej reakcji.

Link do wpisu.

lego

Lego 4+ — mimo że sami jesteśmy już duuuzi, to na łamach AntyApps staramy się nigdy nie zapominać o najmłodszych, dla których gry przecież również można znaleźć w Google Play. Moim osobistym faworytem jest proste, acz efektowne, Lego 4+, z którym każdy maluch da sobie radę i przy okazji, kiedy nikt nie patrzy, rodzic także będzie mógł wykonać jakaś misję — w końcu stara miłość nie rdzewieje, a z żółtych klocków się nie wyrasta!

Link do wpisu.

the curse

The Curse — mimo że na systemy mobilne gier logicznych jest prawdziwe zatrzęsienie, to większość z nich jest co najwyżej dobra. Ta produkcja udowadnia jednak, że i z gry logicznej można wycisnąć o wiele więcej — wystarczy dostatecznie dużo nad nią popracować, nie zapominając o dopięciu wszystkiego na ostatni guzik i wyważeniu poziomu trudności łamigłówek na tyle, że mimo iż każda będzie wymagała od nas wysilenia szarych komórek, to dotarcie do odpowiedniego rozwiązania da ogromnie dużo satysfakcji.

Link do wpisu.

rayman

Rayman Jungle Run — ten dziwny psiak bez kończyn to również mój przyjaciel z dzieciństwa, jednak w przeciwieństwie do większości sentymentalnych powrotów do przeszłości i odgrzewanych kotletów, Rayman doczekał się mobilnej odsłony z prawdziwego zdarzenia. Niewielu jego fanów wierzyło w sukces zwierzaka w ciągłym biegu, ale już w dniu premiery okazało się, że gra jest świetna i ciężko się od niej oderwać. Rozbudowana, kolorowa i z każdym poziomem coraz bardziej wymagająca — szczególnie, jeśli ktoś zechce pokusić się na wszystkie lumy!

Link do wpisu.

sleepwalkers

Sleepwalker’s Journey — pełna magii, baśniowa opowieść o lunatykującym bohaterze któremu musimy pomóc dotrzeć bezpiecznie do łóżka. Cudowna oprawa oraz ponadczasowość zagadek, dzięki której z grą dadzą sobie radę zarówno młodsi użytkownicy smartfonów jak i ich rodzice, składają się na fantastyczny zestaw do którego chętnie się wraca.

Link do wpisu.

survivalcraft

Survivalcraft — najlepszy klon Minecrafta nareszcie przed kilkoma tygodniami dotarł na Androida, co oczywiście nie mogło umknąć naszej uwadze — Waszej zresztą również nie powinno. Wciągający, rozbudowany, stale aktualizowany — a na dodatek posiadający „to coś”, przez co nie można się od niego oderwać.

Link do wpisu.

tiny bang story

Tiny Bang Story — jedna z najbardziej urokliwych produkcji, z jaką miałem szansę się w tym roku zmierzyć. Fantastyczna przygodówka „hidden object” osadzona w przepięknym, dopracowanym w najdrobniejszym szczególe świecie, wobec której nie można przejść obojętnie.

Link do wpisu.

vice

Vice City — powroty do starych gier bywają trudne. Produkcje odpalane „tu i teraz” smakują nieco inaczej niż przed laty — w tym wypadku dekadę temu. GTA: Vice City może straciło nieco szyku — nie wywołuje już efektu WOW, bo ani wizualnie, ani otwartością miasta nie robi już specjalnie na nikim wrażenia. Mimo wszystko wciąż ma pewną magię tego stylizowanego na Miami lat osiemdziesiątych miejsca, gdzie tworzymy historię od zera do bohatera — pnąc się po drabinie mafijnej hierarchii i nie dając łatwo za wygraną po kolei stawiamy czoła wszystkim, nawet określanych mianem samobójczych, misjom.

Link do wpisu.

wmp

Where’s my Perry — kontynuacja zeszłorocznego hitu Disneya, tym razem z bohaterem kreskówki „Fineasz i Ferb” — Panem Dziobakiem — w roli głównej. Zasady się nie zmieniły, wciąż kopiemy w ziemi i staramy się dostarczyć odpowiednią porcję wody. Pepe jednak, w przeciwieństwie do Swampy’ego, nie chce zażywać kąpieli, a po prostu, jak na agenta przystało, teleportować się dalej.

Link do wpisu.

Do
góry