Najlepsze gry rytmiczne na iPhona

0

Rytmiczna rozrywka, którą znamy z konsol i salonów gier, wymaga od nas najczęściej korzystania z dodatkowych akcesoriów. Są to maty do tańczenia, gitary, perkusje lub czujniki ruchu. Dotykowe ekrany smartfonów pozwalają tworzyć podobne gry. Różnica polega na tym, że tutaj niepotrzebne są żadne dodatkowe urządzenia. Poniżej znajdziecie 7 gier, które dostarczą dobrej zabawy i pomogą ćwiczyć poczucie rytmu z poziomu smartfonów.

Cytus II

Cytus II to kontynuacja wydanego kilka lat temu hitu, któremu poszło całkiem nieźle. Ale to gra od Ryanark Games — ojców takich produkcji, jak DEEMO czy VOEZ — jeżeli zaliczacie się do fanów gatunku, to prawdopodobnie żaden z powyższych tytułów nie jest Wam obcy. Cytus II to… jeszcze więcej, jeszcze ładniej, jeszcze szybciej!

Recenzja Cytus II

VALZ

VALZ to opowieść o próbie przywrócenia porządku do miasta Lagu, które zwykło było być stolicą harmonii. Za wszystkim stoi ciemna strona dźwięku, która narobiła szkód — ale nasza ekipa śmiałków postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i pokonać wszystkie przeszkody by wszystko wróciło do normy. Nie, nie będziemy chwytać za miecze i pistolety — a instrumenty. Mechaniką walki nie będzie też turowe RPG. Mamy tu do czynienia z wyjątkowo dynamicznym i perfekcyjnie sprawdzającym się na panelach dotykowych tytułem rytmicznym. To gra w której — w zależności od potrzeby — będziemy stukać w nutki, przytrzymywać palec albo mazać w odpowiednim kierunku.

Recenzja VALZ

Muse Dash

Postacie w grze automatycznie biegną przed siebie, a my — niczym w typowym infinity runnerze — mamy do dyspozycji kilka ruchów, za pośrednictwem których wydajemy im polecenia. Nie ma tutaj jednak mowy o losowych wyzwaniach, wszystkie tamtejsze plansze to starannie zaprojektowane do rytmu pościgi, podczas których będziemy pokonywać wrogów na ziemi, w powietrzu, omijać przeszkody, a także załapywać się na nieco dłuższe „przystanki”. Mechanika jest dziecinnie prosta, ale same wyzwania — już niekoniecznie!

Recenzja Muse Dash

Groove Planet

Zadaniem gracza (jak przystało na typowy „clicker”), będzie zarabianie pieniędzy i rozbudowa naszej muzycznej metropolii, którą zbudujemy na krawędzi ogromnego krążka. Kolejne dolary zdobywamy oczywiście dzięki klikaniu w ekran. Muzyczny bonus polega na tym, że klikanie w rytm muzyki pozwala szybko pomnażać dochody za pojedyncze stuknięcie w ekran. I tu dochodzimy do przyjemnego aspektu Groove Planet. Mimo że poczucie rytmu, na dobrą sprawę, nie jest nam tu do niczego potrzebne, gra pozwala zaimportować dowolny utwór z biblioteki naszego smartfona. Piosenka poleci w tle, a my, dostosowując się do „beatu”, będziemy mogli zwiększyć nasze wirtualne dochody.

Recenzja Groove Planet

Give It Up! 2

Gra utrzymana jest w charakterystycznym stylu, łączącym wyraziste kolory i skalę odcieni szarości. Nasza postać, po uderzeniu w ścianę lub bliskim spotkaniu z kolcami przemienia się w czarny kleks, a my musimy zaczynać zabawę od początku. Duży plus należy się również oprawie dźwiękowej. Jak przystało na grę rytmiczną, muzyka pomaga nam w miarowym podskakiwaniu. Chwila nieuwagi wystarczy jednak aby wybić się z rytmu i podskoczyć odrobinę za wcześnie lub za późno. Twórcy gry wprowadzili również system ocen (bazujący na trzech gwiazdkach) a także kilka ukrytych poziomów.

Recenzja Give It Up! 2

Omega TFM

W Omega: The first movement przyjdzie nam stawić czoła dziesiątkom uzbrojonych potworów, jednak tym razem nie w formie zręcznościówki ani bijatyki z krwi i kości. Najbliżej grze do RPG. RPG w którym po wyborze naszego ruchu spośród dość, jakby na to nie patrzeć, ubogiej palety (w niej znalazły się: atak, obrona, gromadzenie energii na cios specjalny), jego powodzenie w dużej mierze zależy od tego jak dobrze pójdzie nam w zręcznościowej sekwencji rytmicznej, w ramach której będziemy wklepywać komendy. Po wygranych potyczkach i zebranej tamtejszej „walucie” możemy zabrać się za ulepszanie naszego ekwipunku i bohatera — na tyle efektywnie i rozsądnie, aby nikt nie mógł nam podskoczyć.

Recenzja Omega: The first movement

Size DOES Matter

Ten tytuł tylko na początku wydaje się być prosty. Pomijając już coraz szybsze tempo utworów — a co za tym idzie, wymagany czas reakcji, dodatkowym utrudnieniem jest dość specyficzna forma, w jakiej będą na naszej drodze pojawiać się poszczególne kolumny i słupki. Jeżeli jesteście przyzwyczajeni do konfiguracji z gier typu Rock Band czy Dance Dance Revolution, to tutaj niezbędna będzie chwila, by przywyknąć. Kiedy już się z nimi bliżej zapoznacie, nie pozostaje wam nic, jak zdobywanie kolejnych setek punktów, a dzięki temu odblokowywanie następnych wyzwań. Będzie co robić — to na pewno.

Recenzja Size DOES Matter

Do
góry