Okazuje się, że piractwo na iPhone to naprawdę duży problem

0

piractwo na iPhone

Piractwo na iPhone? A gdzie tam, przecież użytkownicy Apple tego nie robią. Wieść gminna niesie, że skoro stać kogoś na telefon za kilka tysięcy złotych, to jest w stanie zapłacić tych 5 czy 10 złotych za grę czy aplikację. No, pewnie i stać — ale to, że tego nie zrobi, bo ma możliwość spiracenia jej — to zupełnie inna sprawa. Boleśnie przekonał się o tym młody, niezależny, twórca. Nie wiadomo czy jego przypadek jest ekstremalnym — deweloperzy raczej niechętnie dzielą się takimi informacjami, o samym Apple nie wspominając. Ale tutaj tylko 10% z grających nabyło ten tytuł. Reszta go po prostu spiraciła.

Mowa o SumiKen — miłej, inspirowanej kultowym Okami, produkcji, o której kilka tygodni temu pisaliśmy na AntyApps. Cała sprawa wypłynęła przypadkiem, przy okazji przeglądania Game Center przez znajomego twórcy — a później zagłębienia się w statystyki związane z grą. No i co tu dużo mówić, nie wygląda to najlepiej. SumiKen nabyło niewiele ponad 300 osób, zaś w statystykach figuruje ponad trzy tysiące użytkowników. Oznacza to nie mniej, nie więcej, a tyle — że 90% zainteresowanych tę grę… po prostu ukradło. To dość szokujące statystyki — szczególnie że mówimy o iOS. W przypadku Androida od dawna panuje opinia, że tamtejsze *.apk w wersjach premium są na wyciągnięcie ręki, a użytkownicy systemu są niechętni do podpinania kart płatniczych nawet na drobne wydatki.

To strasznie rozczarowujące. I właściwie nie do końca wiem, jak do tego tematu podejść. W przypadku piractwa na konsolach często mówi się o tym, ze tamtejsze produkcje są po prostu za drogie. Ale tutaj naprawdę trudno o takie tłumaczenia — bo jeżeli kogoś stać na to, aby kupić sobie telefon za kilka tysięcy złotych, to nie mogę uwierzyć w to, że wydatek rzędu 8,99 złotych jest dla niego nie do przeskoczenia. Zakładam zatem, że chodzi tutaj o czyste skąpstwo i wyrachowanie?

Jak zatem widać na przykładzie SumiKen — to nie jest tak, że piractwa na urządzeniach Apple nie ma. Jak wielka jest jego skala — tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Ale kiedy następnym razem będziecie chcieli narzekać, że kolejna gra dostępna jest wyłącznie z reklamami / modelu free-to-play czy innych dziwnych kombinacjach to pamiętajcie, że te rozwiązania nie wzięły się znikąd.

Źródło: blog opneon.com

Do
góry