Steins;Gate — długa opowieść o tym, do czego prowadzi zabawa czasem

3

steinsgate

Jeżeli lubicie pełnoprawne tytuły, bez ukrytych kosztów, ułatwień, ulepszeń i innych dodatków w ramach tzw. mikropłatności (które często ukryte są w prawdziwej makro skali), to powinniście się tutaj na chwilę zatrzymać. Steins;Gate to tytuł, który przywędrował na iOS z dużych sprzętów — tj. konsol i komputerów. Zadebiutował w 2009 roku na Xboksie 360, zahaczając później o komputery z Windowsem, PSP, konsole Sony oraz urządzenia mobilne. Zarówno te z iOS jak i Androidem na pokładzie — choć na pierwszą anglojęzyczną wersję dla tych ostatnich przyszło nam długo czekać. Ale jest, i bardzo się cieszę że jest. Mimo ceny, która wręcz nie przystaje mobilnym standardom.

Zacznijmy może od tego, czym właściwie jest Steins;Gate. To nie mniej, nie więcej, a po prostu wzorowy przedstawiciel gatunku visual novel, czyli produkcji których magia opiera się na czytaniu, czytaniu i jeszcze raz czytaniu. Obserwujemy dialogi między całą paletą barwnych bohaterów, a co jakiś czas dostajemy prawo wyboru odpowiedzi którą chcemy udzielić. To jednoznaczne jest też ze skłanianiem się ku kroczeniu pewną ścieżką — a tych w grze jest pełny zestaw, dlatego przygotujcie się, że jednokrotne przejście to dopiero pierwszy krok, do poznania całej historii.

W grze wcielamy się w młodzieńca — nie do końca zwykłego i normalnego — który nie boi się stawić czoła ogromnej organizacji o, delikatnie mówiąc, niecnych planach. Rintaro Okabe, bo tak mu właśnie na imię, jest naukowcem z sortu tych najbardziej zwariowanych. Nie waha się eksperymentować nawet z tak niebezpiecznymi narzędziami jak czas i podróżowanie w nim. Wszystko to zostało ubrane w ambitnie i dość poważnie brzmiącą naukową / pseudonaukową otoczkę, która towarzyszy grze niemal od pierwszych chwil, gdy zajrzymy do barwnej japońskiej dzielnicy rozrywki — Akihabary.

Pod względem technicznym do portu Steins;Gate nie mam żadnych zastrzeżeń. Niewiele w nim animacji czy jakiś interaktywnych elementów — stąd ze sterowaniem nie ma żadnych problemów. Zarówno pod względem wizualnym jak i muzycznym gra została dopieszczona w najdrobniejszych szczegółach — styl w jakim utrzymana jest cała opowieść prezentuje się fantastycznie nawet na niewielkich ekranach smartfonów. A nie ma co ukrywać, że im większy wyświetlacz, tym jest lepiej.

Ale… no właśnie. Zbliżamy się do największego „ale”, które prawdopodobnie dla wielu z was przyćmi wszystkie pochwały i plusy całej tej produkcji. Otóż Steins;Gate w wersji na iOS zostało wycenione na… bagatela 25 euro! Co gorsza — możemy zapomnieć o wersji uniwersalnej, jeżeli chcielibyście cieszyć się produkcją zarówno na iPhone jak iPadzie, to za każdą będziecie musieli tyle zapłacić.

Ocena autora

Ocena 4
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
  • ElMar

    A myślałem żę chodzi o anime..

    • Kamil

      Anime, jak i cała reszta, powstała na bazie gry ;)

      • ElMar

        Zawsze uważałem że to anime było pierwsze a tu zonk :) ok

Do
góry