Moje pierwsze wrażenia z rozgrywki w The Elder Scrolls: Blades

0

blades

Z okazji 25-lecia serii The Elder Scrolls, Bethesda w końcu uruchomiła wczesny dostęp do zapowiedzianej w czerwcu 2018 r. nowej gry osadzonej w tym świecie. Blades miało być pierwszych, tak dużym projektem, oferującym pełnoprawną grę RPG, która została przygotowana z myślą o urządzeniach mobilnych. Choć wczesny dostęp pozwala na pobranie tej gry z App Store i Google Play, tak nie wszyscy będą mogli w nią zagrać już dziś. Mi udało się spędzić z TES: Blades kilka godzin i chciałbym się z Wami podzielić moimi wrażeniami.

Na zeszłorocznym E3, podczas konferencji Bethesdy na scenie zawitała nowa odsłona serii The Elder Scrolls, przygotowywana z myślą o smartfony i tablety. Już wtedy padały dość mocne słowa dające fanom marki poczucie, że warto na ten tytuł czekać. A to czekanie trwało bardzo długo. Premiera byłą przesuwana kilkukrotnie, a zamiast kolejnych materiałów z gry, mieliśmy przeprosiny twórców i prośby o jeszcze odrobinę cierpliwości. Blades pojawiało się na kolejnych imprezach growych i niestety już wtedy nie sprawiała dobrego wrażenia — głównie za sprawą bardzo spłyconej walki, która nie daje żadnej satysfakcji. Bethesda zapewniała jednak, że to, co dziennikarze mieli okazję zobaczyć w zeszłym roku, to tylko wersja testowa i gra oferować będzie dużo więcej. Jak jest więc w rzeczywistości?

The Elder Scrolls: Blades rozczarowuje, zanim oficjalnie trafił do graczy

Rejestracje do wczesnego dostępu rozpoczęły się zaraz po zeszłorocznych targach i trwają nadal. Dziś gra zawitała do App Store i Google Play, jednak by móc w nią zagrać wymagane jest posiadanie konta i dostęp przydzielany przez twórców — jeśli go nie macie, to pozostaje uzbroić się w cierpliwość, choć muszę przyznać, że nie tracicie zbyt wiele. Pierwsze uruchomienie Blades sprawia dość duże wrażenie, choć nie oczekujcie grafiki z najwyższej półki. Jako jeden z wygnanych Ostrz (elitarnego oddziału Imperium) wracamy do rodzinnego miasta, które okazuje się zniszczone, a naszym zadaniem jest jego odbudowa.

Jak to zrobić? W bardzo prosty sposób — ruszając na wszelkiego rodzaju misje, w której oprócz wrogów, znajdziemy potrzebne do stawiania budynków surowce. To Drewno, metal, skóry, mięso, czy rośliny będą najbardziej eksploatowanymi przedmiotami. W czasie wędrówek po kolejnych zadaniam napotkamy też zaginionych mieszkańców, którzy po powrocie zadomowią się w zbudowanych barakach, stajniach, czy kuźniach, w których uzbroimy się na kolejne wyprawy.

To, na co czekałem najbardziej, to walki. Te niestety zostały spłycone do niezbędnego minimum. Pomijając samo sterowanie, które sprawia wrażenie sunięcia po szynach. Lepiej to wypada w orientacji poziomej, gdzie mamy do dyspozycji dwie wirtualne gałki. Interakcja z przeciwnikiem sprowadza się do zbliżenia się do niego i wykonania kilku gestów przytrzymania palca na ekranie i puszczenia go w odpowiednim momencie. Z czasem dostaniemy dodatkowe umiejętności, jak choćby czary, czy specjalne ataki, ale statyczność pojedynków i brak możliwości poruszania się w ich trakcie psuje całą zabawę. Nasza postać, w zależności od rasy ma swoje statystyki, które rozwijamy z każdym kolejnym poziomem. Nie zabrakło także ekwipunku dającego nam przewagę nad przeciwnikami.

W chwili obecnej, oprócz linii fabularnej, na graczy czeka Otchłań (abyss) — nieskończony labirynt mknących w dół korytarzy z kolejnymi wyzwaniami i coraz trudniejszymi przeciwnikami. W przygotowaniu jest także Arena. To tam będziemy mogli spróbować swoich sił w starciu z innymi graczami. Kiedy trafi do gry? Tego nie wie nikt.

Nie zapomniano oczywiście o skrzynkach i mikropłatnościach. Jeśli myślicie, że uda wam się natychmiast otworzyć skrzynki znalezione podczas wędrówek, to jesteście w błędzie. Każda skrzynka potrzebuje czasu na jej otwarcie… A jeśli je chcecie przyspieszyć, to wystarczy sięgnąć po szmaragdy — wirtualną walutę. Paczka 160 kosztuje ok 9 zł, 500 24 zł, a za 14000 wirtualnych świecidełek przyjdzie zapłacić nieco ponad 470 zł. Ceny dodatkowych skrzynek, gwarantujących dobre przedmioty również zostały ustalone na dość wysokim poziomie i w żaden sposób nie zachęcają do zabawy w mikropłatności.

Co dalej?

Moja przygoda z TES: Blades jednak się nie kończy. Dam grze jeszcze szansę, ale myślę, że poczekam na pełnoprawną premierę wraz z wszystkimi obiecanymi rozwiązaniami, których zabrakło we wczesnym dostępie.

Do
góry