Vapor Camera — Kolejny vaporwave’owy edytor zdjęć do kolekcji

0

Kolekcja to może za duże słowo na zbiór aplikacji pozwalających edytować zdjęcia, ale przez ostatnie lata uzbierało się już na AntyApps sporo recenzji narzędzi do artystycznego psucia obrazów. Na pokładzie mojego smartfona wciąż mam zainstalowane takie tytuły jak Vaporcam, R4VE, Glitch Studio czy Glitche. Połączenie kilku różnych filtrów i efektów z poszczególnych aplikacji może dać naprawdę ciekawe efekty. Do tego zestawu dołączyłem niedawno aplikację Vapor Camera.

Przygotujcie się na małe zamieszanie. Bałagan jaki zostawiają po sobie deweloperzy w App Store jest tak duży, że trudno się czasami połapać, które tytuły są jeszcze aktualizowane a które pozostawiono w wirtualnym sklepie na wieczną pamiątkę…

Vaporcam VS. „chińskie znaczki”

Vapor Camera to aplikacja widmo. Kilka miesięcy temu miałem ją zainstalowaną na pokładzie mojego smartfona, ale ponieważ po drodze instalowałem nowy system bez dostępu do backupu, tytuł ten zniknął z mojego na nowo kompletowanego folderu edytorów do zdjęć. Problem polegał na tym, że w każdej wersji App Store tytuł aplikacji zapisywany jest japońskim alfabetem kanji. Figuruje ona jako 蒸汽波相机 lub 蒸汽相机-复古风格滤镜相机. Ponowne trafienie na ten tytuł było dziełem przypadku, ale tym razem dokładnie zapisałem sobie tę „krzaczastą” nazwę na wypadek kolejnych problemów z telefonem.

Kolejną ciekawostką jest łudzące podobieństwo Vapor Camera do aplikacji Vaporcam. Różnica polega na tym, że pełna wersja tego drugiego tytułu, dostępna jest tylko w wariancie subskrypcyjnym. Za dostęp do wszystkich narzędzi kolei chcąc uzyskać dostęp do Vapor Camera (ta, której nazwa zapisywana jest w kanji) w wariancie PRO, wystarczy uiścić jednorazową opłatę wynoszącą niecałe 4 złote. Gdzie tkwi haczyk? Podejrzewam, że opisywana dzisiaj aplikacja jest pierwowzorem rozwiniętego później Vaporcam. Brakuje tu na przykład ramek do zdjęć, naklejek oraz czcionek.

Kiedy 蒸汽波相机 będzie lepszym wyborem od Vaporcam?

Podsumowując, wygląda na to, że Vapor Camera to po prostu starsza siostra Vaporcam. Jeśli zależy wam tylko na filtrach, warto jednorazowo wydać cztery złote. Nie musicie wtedy zawracać sobie głowy abonamentem. Trzeba jednak pamiętać, że Vaporcam oferuje znacznie więcej funkcji. Możecie o nich przeczytać w tekście, który publikowałem na łamach AntyApps na początku lutego.

Do
góry