Doczekaliśmy się pogromcy Facebooka i Instagrama. Sprawdźcie aplikację Vero!

7

Opisywanie nowych serwisów społecznościowych jest dla mnie trochę jak loteria. Tu nigdy nie wiadomo jaki schemat przyjmie się wśród ludzi spragnionych nowości w świecie wirtualnej kreacji własnego „ja”. Pamiętam jak bardzo krytycznie nastawiony byłem do Snapchata gdy ten stawiał pierwsze kroki w świecie social media. Nie wierzyłem, że tak nieintuicyjna aplikacja może odnieść sukces. I chociaż w ostatnich miesiącach nie cieszy się ona najlepszą sławą, jeszcze na początku 2017 roku ze Snapchata korzystały codziennie ponad 166 miliony osób. Jak będzie w przypadku aplikacji Vero? Tym razem wstrzymuję się z prognozami. W przeciwieństwie do Snapchata, trzymam jednak kciuki bo tytuł ten zapowiada się naprawdę obiecująco!

O Vero dowiedziałem się z Instagrama. Zauważyłem, że coraz więcej osób, które obserwuję, wspomina tę platformę w swoich postach oraz Instagram Stories. Temat jest na tyle świeży, że aplikacją zainteresowały się również popularne serwisy internetowe takie jak Forbes czy The Independent, które staram się regularnie śledzić. I tak, metodą kuli śniegowej, Vero trafiło również do mnie. Postanowiłem sprawdzić, na ile łatka „następcy Instagrama i Facebooka” ma szansę być czymś więcej niż tylko marketingowym frazesem.

Less social media, more social life!

Po pierwszym uruchomieniu aplikacji, do nowej wirtualnej społeczności wprowadza nas krótka prezentacja składająca się z 6 slajdów. Główne hasło promocyjne Vero brzmi „less social media, more social life”. Intryguje również dopisek, który zachęca do tego aby w świecie „online” zachowywać się jak w tym „offline”. Nie ukrywam, że właśnie ten element Vero zaintrygował mnie najbardziej. Wygląda na to, że zamiast uczestniczyć w wyścigu na nowe funkcje aplikacji, twórcy tej platformy postanowili ją bardziej „uczłowieczyć” jakkolwiek nie brzmi to zabawnie.

Aby założyć konto w Vero będziemy musieli podać adres e-mail a także zdefiniować nazwę użytkownika i hasło. Nie obejdzie się też bez weryfikacji za pośrednictwem kodu SMS, który zostanie przysłany na nasz numer telefonu. Dla jednych będzie to ingerencja w prywatność, dla drugich lepsze zabezpieczenie przed włamaniem na konto. Kolejnym krokiem jest ustawienie zdjęcia profilowego i opcjonalne napisanie kilku słów o sobie. Następnie, aplikacja przeszukuje nasze kontakty pod kątem osób, które mają już konto w Vero. Niestety, musiałem zdać się na rekomendacje ze świata współczesnej popkultury bo o dziwo żaden z moich znajomych nie korzysta jeszcze z nowego serwisu społecznościowego. Na pocieszenie zostali mi więc Zack Snyder, Clay Enos i Max Joseph, którzy najwyraźniej postanowili wesprzeć Vero swoimi nazwiskami i dołączyć do społeczności w charakterze influencerów.

Różnorodne treści i stopniowanie znajomości

Przejdźmy jednak do tego w jaki sposób funkcjonuje Vero i czym kusi nowych użytkowników. Można powiedzieć, że z jednej strony jest to rozbudowana wersja Instagrama a z drugiej uproszczony Facebook. Aplikacja bazuje na sześciu rodzajach treści, które możemy udostępnić na swoim profilu a które pojawią się w newsfeedzie obserwujących nas użytkowników. Tu warto zwrócić uwagę na to, że tuż przed publikacją, określamy kto zobaczy nasze posty. Chyba właśnie na tym etapie aplikacja ma w pewien sposób przenosić do wirtualnej rzeczywistości schematy z prawdziwego życia. Oprócz postów prywatnych, które zobaczymy tylko my, mamy też do wyboru następujące grupy odbiorców:

  • Close friends (bliscy przyjaciele)
  • Friends (przyjaciele)
  • Acquaintances (znajomi)
  • Followers (obserwujący)

Odbiorców definiujemy poprzez przeciągnięcie palcem po specjalnym pasku. Oznacza to, że nie możemy udostępnić konkretnych wpisów np. tylko dla bliskich przyjaciół i obserwujących. Twórcy aplikacji wyszli z założenia, że jeśli udostępniamy coś obserwującym to są to treści, które nadają się również dla bliskich przyjaciół. Działa tu mechanizm, który określiłbym jako „stopniowanie”: kategorie wymienione tu jako pierwsze automatycznie zostaną uwzględnione jeśli będziemy chcieli zaznaczyć te dalsze.

Wróćmy na chwilę do treści, które można publikować za pomocą Vero. Dostępne opcje to: zdjęcia, linki, muzyka, film/telewizja, książki i miejsca (geolokalizacja). Jak widzicie, serwis bazuje przede wszystkim na dzieleniu wspólnych zainteresowań z innymi użytkownikami platformy. Aplikacja bazuje tutaj np. na zasobach iTunes, TheMovieDb oraz iBooks. Jeśli chcecie udostępnić na swoim profilu okładkę jakieś książki, polecić piosenkę albo serial, do każdego materiału możesz dodać tag informujący o tym czy rekomendujecie dane dzieło. Są też specjalne znaczniki w stylu „chcę obejrzeć/przeczytać” albo „właśnie czytam” itd. Pozwala to nie tylko dzielić się treściami ze znajomymi ale budować również własny katalog ciekawych materiałów. Jest nawet specjalna zakładka „collections” gdzie możemy przeglądać poszczególne kategorie.

Czy Vero ma szansę podbić świat?

Przyznam szczerze, że po pierwszych dniach spędzonych z Vero, nawet się polubiliśmy. Wiele osób ceni sobie tutaj możliwość grupowania stopnia „zażyłości” z obserwatorami naszego profilu ale dla mnie znacznie ważniejszą funkcją są wszelkiego rodzaju polecenia. Cieszę się, że zamiast oglądać dziesiąty w tym tygodniu posiłek kogoś znajomego, będę mógł znaleźć u niego rekomendację dobrej książki lub serialu. To samo tyczy się pisarzy, artystów lub muzyków, których cenię a którzy postanowili rozszerzyć swoje wizerunkowe działania w mediach społecznościowych właśnie o Vero. Bardzo cenię sobie również to, że wcale nie muszę odwiedzać „newsfeedu” oferującego miks wszystkich obserwowanych kont. Jeśli szukam filmowych inspiracji, wchodzę po prostu w zakładkę „movies/tv” i nie muszę przedzierać się przez setki „selfiaków”, które zupełnie mnie nie interesują. Od razu mogę przejrzeć filmowe rekomendacje osób, które obserwuje na platformie Vero, przez co czas spędzany w mediach społecznościowych nieco się skraca.

Tak jak pisałem na początku, nie potrafię ocenić na ile nowy serwis społecznościowy ma szansę choćby w małym stopniu zagrozić pozycji Facebooka czy Instagrama. Kula śnieżna z informacjami o Vero cały czas się rozpędza i nie da się ukryć, że aplikacja jest obecnie na fali. Może się jednak okazać, że to tylko tymczasowa moda o której zapomnimy za kilka miesięcy. Na niekorzyść aplikacji przemawiają niestety problemy z łącznością, które co i rusz sygnalizują komunikaty wyświetlające się na ekranie i uniemożliwiające sprawne korzystanie z aplikacji. Patrząc na ogromną liczbę negatywnych ocen w Google Play można niestety zniechęcić się do Vero jeszcze przed pobraniem aplikacji. Na tym polu autorzy niestety w ogóle się nie popisali. Wielu użytkowników pisze o problemach z weryfikacją konta. W moim przypadku etap ten przebiegł bezawaryjnie. Komunikaty o błędach z łącznością są jednak standardem. Być może nikt nie spodziewał się, że aplikacja w tak krótkim czasie zdobędzie tak dużą popularność.

Nie wiadomo też, czy w przypadku zdobycia większej części rynku, twórcy Vero nie będą szukali sposobów na monetyzację swojego produktu. Obecnie wszyscy chwalą brak reklam i to, że nie ma tu miejsca na tajemnicze algorytmy, które same wybierają nam wyświetlane treści. Patrząc na historię Facebooka, Instagrama czy Twittera, nie wierzę, że aplikacja przetrwa w obecnej formie. Najlepszym tego dowodem jest deklaracja twórców Vero, która mówi o tym, że pierwszy milion użytkowników otrzyma dożywotni, bezpłatny dostęp do platformy. To jasny sygnał, że zmiany już teraz brane są pod uwagę. Jestem więc bardzo ciekaw, w jakim kierunku pójdzie aplikacja kiedy uda się jej zdobyć pierwszy kamień milowy. Póki co, zostawiam Vero na pokładzie swojego smartfona. Z mobilnego Facebooka zrezygnowałem już jakiś czas temu. Być może Vero przyczyni się do odinstalowania również Instagrama.

Ocena autora

Ocena 5
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry