Zmiany w Instapaper. Od teraz elementy premium dostępne za darmo

0

instapaper

Usługi do czytania na później to ta odnoga startupów, które kocham najbardziej. Przede wszystkim dlatego, że każdego dnia przeglądając sieć trafiam na co najmniej kilka solidnych tekstów, których nie mam czasu przeczytać już, teraz, od razu — tym bardziej, że wiele z nich może poszczycić się solidną objętością. Jak to jest z pootwieranymi na zaś zakładkami wszyscy wiemy: w końcu giną. A tutaj można spokojnie powrócić do tematu w wolnej chwili — czy to na komputerze, czy tablecie, smartfonie, a nawet popularnym czytniku ebooków. No i właśnie jedną z takich usług nie dalej niż kilka tygodni temu przejął Pinterest. Mowa tu oczywiście o Instapaper — mało tego że przejął. Wprowadził zmiany, dzięki którym elementy, które wcześniej były częścią płatnego pakietu premium, dostępne są zupełnie za darmo!

Skąd ta zmiana? Pinterest od dawna wspomina, że chciałby zrobić jedno-jedyne miejsce do zapisywania rzeczy na później. Taką wirtualną szufladę, do której zawsze można zajrzeć po solidną dawkę wiadomości czy inspiracji — i trzeba przyznać, że idzie im to naprawdę solidnie. Zmiany w Instapaper nastrajają również niezwykle pozytywnie, bowiem od teraz wszyscy mają dostęp do przeszukiwania treści zapisanych artykułów, tworzeniu schowków dla Kindle’a z 50 tekstami i przesyłanie na czytnik z poziomu aplikacji mobilnej bądź skryptozakładki, tworzenia list odtwarzania z użyciem text-to-speech, funkcji szybkiego czytania bez ograniczeń, nielimitowanych notatek. A wisienką na torcie jest brak reklam.

No dobrze, a co z tymi, którzy zdecydowali się zapłacić za dostęp do wersji premium? W przeciwieństwie do zagrywki Segi i sprawy z Sonic CD — firma postanowiła podejść do tematu znacznie bardziej honorowo. W przeciągu najbliższych kilku tygodni planuje rozesłać do wszystkich posiadaczy usługi premium propozycję zwrotu środków. A chyba wszyscy którzy z niej korzystali zgodzą się, że te 3 dolary miesięcznie więcej w portfelu to zawsze duży plus.

Zawsze patrząc na takie zmiany zastanawiam się mimowolnie gdzie w  tym wszystkim haczyk, bo brzmi to zbyt pięknie, aby mogło być prawdziwe. Cóż, CEO Instapaper, Brian Donohue, twierdzi, że takowego nie ma. I że po prostu chcieliby dostarczać jak najlepszy produkt swoim użytkownikom.

No no no, to konkurencja ma problem. Bo w ostatnich miesiącach walka toczyła się głównie między Pocketem, a właśnie Instapaper. Każdy ma swoje plusy i minusy — Instapaper ma asa w rękawie w postaci banalnie prostego przesyłania treści na Kindle bez konieczności korzystania z dodatkowych usług. Czy konkurencja ma się czego obawiać? Zobaczymy — czekamy teraz na ruch Pocketa!

Do
góry