AfterFocus to genialny w swojej prostocie edytor zdjęć

0
Szymon Barczak

Zobaczyłem spory wzrost popularności tej aplikacji w Google Play. Po ikonie stwierdziłem jednak, że to kolejny bubel, czyli prosta aplikacja z milionem reklam. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, jak bardzo genialna jest ta aplikacja. Cóż, nie powinno się oceniać po okładce, choć twórcy mogliby zadbać o lepszą ikonę.

Czasami naprawdę sporo zależy od pierwszego wrażenia. Cieszę się jednak, że ciekawość wzięła górę i zainstalowałem to narzędzie. Jest naprawdę proste w obsłudze, zautomatyzowane w swoich działaniach, a efekty robią wrażenie. W skrócie można powiedzieć, że tytuł mówi wszystko. Jest to narzędzie do wyostrzania konkretnych fragmentów zdjęć już po ich wykonaniu aparatem.

Korzystanie z tego narzędzia to bułka z masłem. Posiada ono dwa tryby pracy. Jeden jest półautomatyczny, drugi ręczny. Ten pierwszy wydaje się z pozoru trudniejszy, gdyż trzeba opanować zasady jego użycia, ale w rzeczywistości zajmuje to minutę. Późniejsza praca na plikach jest jednak wtedy niesamowicie prosta. Warto zatem poświęcić tę minutę na zrozumienie, z czym to się je :)

Aplikacja pozwala wyróżniać poszczególne warstwy za pomocą kresek. Nad interesującymi nas fragmentami obrazu zataczamy kółeczka, oddzielamy je kreskami i tak dalej. Do wyboru mamy trzy kolory: biały, szary i czarny. Biały odpowiada za fragmenty, które nie ulegną rozmazaniu, czarne to pełen efekt blur, podczas gdy szary kolor pośredniczy między nimi.

Gdyby tego było mało, na ekranie widzimy dokładnie, które części zdjęcia zostaną wyróżnione, a które potraktowane efektem rozmazania. AfterFocus odróżnia poszczególne warstwy za pomocą półprzezroczystego, czerwonego tła, gdzie im bardziej czerwone, tym mniejszy będzie udział filtru blur.

Dalej mamy możliwość poglądu nałożonego efektu z możliwością manipulacji nasycenia tego filtru i zastosowania kilku innych. Odpowiadają one nie tylko za kolory, ale również na przykład za cieniowanie. Jest ich sporo, choć nie przesadnie dużo. W rzeczywistości znajduje się tutaj ich tyle, ile powinno.

Narzędzie jest genialne w swojej prostocie, a na dodatek darmowe! Niedługo ma pojawić się również wersja Pro, która zdejmie ograniczenia odnośnie wielkości zapisywanego pliku oraz wniesie dodatkową funkcjonalność. Tymczasem zachęcam do pobierania standardowej wersji – zdecydowanie warto!


Testowane na telefonie HTC.

Partnerem technologicznym tej sekcji jest firma HTC, która dostarcza redakcji AntyApps sprzęt do testowania aplikacji dla systemów Android i Windows Phone 7.

Do
góry