Beme — Jeszcze jeden konkurent Snapchata

1

Zrzut ekranu 2016-05-09 o 14.06.36

Peach, Spray, oneminute, Riff, Plague… Mógłbym jeszcze długo wymieniać nazwy aplikacji, które w ciągu ostatnich miesięcy były zapowiadane jako kolejny fenomen na miarę Snapchata. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach, sukces innowacyjnych serwisów balansujących na granicy „społecznościówek” i komunikatorów, to tak naprawdę jedna, wielka ruletka. Powstają coraz dziwniejsze produkcje, a ich autorzy liczą na to, że być może młodzież podchwyci jeden z najnowszych trendów i aplikacja podbije rynek mobile. Dziś, chciałbym przedstawić kolejnego pretendenta do tytułu „następny Snapchata”. Twórcy Beme postawili  a autentyczność i jak najmniejszą ingerencję w nasz internetowy wizerunek. Nie znajdziecie tu filtrów czy efektów. Ba, zabrakło nawet podglądu nagranych filmów. Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Do aplikacji wprowadzi nas krótki filmik, zarejestrowany przez jednego z twórców Beme i znanego youtubera. Casey opowiada o idei jaka przyświeca aplikacji. Nie ma tu miejsca na upiększanie swojego wizerunku w sieci. Użytkownicy aplikacji mają być po prostu sobą. Sprytny zabieg zasłaniania przedniej kamery aparatu w celu aktywowania tylnej sprawia, że obserwujące nas osoby, będą mogły zobaczyć świat z naszej perspektywy. Już wyjaśniam o co chodzi.

Zrzut ekranu 2016-05-09 o 14.02.31

Aplikacja Beme nie oferuje żadnego podglądu rejestrowanego materiału. Aby rozpocząć nagrywanie, musimy zakryć przednią kamerę. Aby pokazać świat naszymi oczami, możemy po prostu przyłożyć smartfon do czoła lub do klatki piersiowej. Oczywiście zwykłe zakrycie kamery palcem, również będzie w porządku. Nawet jeśli zdecydujemy się filmować bez zasłaniania obiektywu (na ekranie znajdują się również dotykowe przyciski pozwalające uruchomić nagrywanie) na wyświetlaczu pojawi się jedynie czarne tło. To jednak nie wszystko. Po tym jak skończymy filmować, nasza produkcja od razu pojawi się na naszym koncie. Nie ma tu miejsca na żaden retusz czy sprawdzanie, jak wygląda dane wideo.

Pojedyncze ujęcia łączone są w większe klipy. Bardzo ciekawie rozwiązano kwestię reakcji widzów. Nie mamy tu do czynienia z „lajkami” ani komentarzami. Chcąc zareagować na czyjeś wideo, możemy wysłać swoje zdjęcie. Muszę przyznać, że właśnie ten element aplikacji podoba mi się najbardziej. Żaden kciuk czy serce nie zobrazuje naszej reakcji lepiej niż własna mina…

Zrzut ekranu 2016-05-09 o 14.02.23

Aplikacja umożliwia nam dodawanie znajomych z serwisu Facebook oraz Twitter. W poszukiwaniu innych użytkowników Beme, możemy też przejrzeć nasze kontakty z telefonu. Aplikacja może również polecić nieznanych nam twórców. Filmy podzielono na kilka kategorii, takich jak: dzisiaj, ekipa Beme, osoby w pobliżu albo vlogerzy.

Czas pokaże, czy Beme przyjmie się na świecie i ukradnie kawałek snapchatowego tortu. Osobiście nie jestem wielkim fanem takiej formy komunikacji. Beme podoba mi się jednak dlatego, że zarejestrowane klipy nie giną i są zapisywane na naszym koncie. Całe przedsięwzięcie wspiera znany youtuber, Casey Neistat. Być może to przyczyni się do wzrostu popularności programu…

Ocena autora

Ocena 4
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry