Broken Age — ukochane dziecko Kickstartera, czyli jak wypadł powrót do „starych przygodówek”

0

brokenage

Twórcy gry, poprosili o 400 tysięcy dolarów. Dostali 3,3 miliona. Twórcy jednak nie byle jacy, bo z Timem Schaferem na czele. Człowiekiem, którego żadnemu miłośnikowi przygodówek przedstawiać raczej nie trzeba — to on odpowiadał za hity takie jak The Secret of Monkey Island, Day of the Tentacle czy Grim Fandango. Tytuły ponadczasowe, w które na przestrzeni lat zagrywały się miliony miłośników elektronicznej rozrywki. Broken Age miał być szumnie zapowiadanym powrotem do korzeni. Jak wypadł w praktyce?

Aż ciśnie mi się na klawiaturę myśl, że o ten korzeń się potknął. Bo myśląc o starych przygodówkach, przed oczami stają mi nielogiczne, upierdliwe i wyjątkowo trudne zagadki. Jak dziś pamiętam poszukiwania solucji TSoMI2, w którym należało użyć banana na metronomie. Błąkanie się od zagadki do zagadki, a wszystko to wzbogacone ewoluującą na przestrzeni lat, coraz barwniejszą fabułą. Łamigłówki zresztą też z czasem ewoluowały, wkraczając na słuszną, coraz bardziej logiczną drogę. A jak na tle tych wspomnianych klasyków wypada Broken Age?

ba01

Słabo. Przede wszystkim dlatego, że bardziej przypomina on graficzną nowelę jak 999, aniżeli faktyczną grę. W grze poznajemy historię dwóch bohaterów żyjących w równoległych światach: wychowywanego przez komputer zbuntowanego nastolatka Shay’a Volty, oraz Velli Tartine która przez całą swoją wioskę została wybrana — jak na najlepszą partię przystało — na ofiarę dla potwora, któremu składane są ofiary. Ten pierwszy znudzony jest już samotnym życiem na statku kosmicznym i postanawia nieco urozmaicić sobie życie. Velli zaś nie podda się bez walki i zamiast pójść dziko na rzeź. Fabuła może nie należy do najbardziej odkrywczych, ale dawka humoru i przyłożenie się do najdrobniejszych detali z pewnością wyszło całemu projektowi na dobre. Zabrakło mi tylko momentów, w których faktycznie musiałbym pogłówkować. W przypadku 95% gry wystarczy się przeklikiwać dalej, nie będzie nawet za dużo kombinacji z ekwipunkiem w roli głównej. Niestety.

ba02

Na szczęście Broken Age dość naiwną fabułę nadrabia dialogami i oprawą. Gra bowiem prezentuje się bajecznie — ręcznie rysowana grafika na ekranie iPada wygląda cudownie. To ona jest widoczna już na pierwszy rzut oka, ale w tle nieustannie przygrywają kompozycje Petera McConnella wykonane przez orkiestrę symfoniczną z Melbourne (Melbourne Symphony Orchestra). Mało? Zatem dodajcie profesjonalny dubbing, w którym usłyszeć można m.in. Jennifer Hale, Elijaha Wooda czy Wila Wheatona.

Kłopotów ze sterowaniem nie ma najmniejszych — interfejsy dotykowe w przygodówkach typu wskaż-i-kliknij sprawdzają się fenomenalnie, a oto macie na to kolejny dowód. Czuję się również zobowiązany wspomnieć, ze gra kończy się okropnym cliffhangerem, czyli w najmniej odpowiednim momencie akcji. By dowiedzieć się jak historia potoczy się dalej, musimy zaczekać na… drugi rozdział opowieści. 3,3 miliona dolarów nie wystarczyło bowiem, by zrobić grę w całości.

ba03

Broken Age, czy raczej pierwsza jego połowa, to dobra gra. No, może nawet bardzo dobra — problem polega na tym, że moje oczekiwania były niezwykle wysokie, jak zawsze zresztą kiedy pojawia się wątek powrotu do korzeni. Nie udało się ich wszystkich spełnić, ale patrząc na plusy i minusy gry, tych pierwszych jest nieco więcej. Dlatego z czystym sumieniem mogę grę polecić, chociaż na waszym miejscu wstrzymałbym się jednak z zakupem do najbliższej promocji. Standardowa cena gry wynosi bowiem 8,99 euro dużo jak na mobilne standardy, tym bardziej, że drugi rozdział będzie do kupienia po premierze w ramach transakcji wewnątrz aplikacji. Gra dostępna jest wyłącznie na iPady.

Ocena autora

Ocena 4+
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry