Cannon Shot! — Strzały do celu nigdy nie były bardziej wciągające

0

Gry logiczne to jeden z tych gatunków po które najchętniej sięgamy na smartfonach. Krótkie rundy pozwalające na chwilę relaksu, ale wymagające od nas ruszenia głową, znacznie łatwiej usprawiedliwić przed samym sobą, niż bezmyślne klikanie w zręcznościówki. Dziś trafiłem na reprezentanta tej grupy gier, który wyjątkowo przypadł mi do gustu. Nosi tytuł Cannon Shot! i polega na umiejętnym ustawianiu przeszkód na planszy, w taki sposób, aby kolorowe kulki trafiły do celu.

Każdy poziom to kilka interaktywnych elementów ułożonych w dwuwymiarowej przestrzeni. Z punktu widzenia celu gry, najważniejsze z nich to szklanka i armata. Do tej pierwszej musimy skierować wszystkie kolorowe piłki. Za strzelanie nimi odpowiada oczywiście armata. Aby aktywować nasze działo, wystarczy przytrzymać ekran. Rozpoczyna się salwa, którą przerywamy dopiero puszczając palec. Kolorowe piłki zawsze lecą we wcześniej wyznaczonym kierunku. Armatą nie możemy poruszać. Za trafienie do celu odpowiadają przeszkody, które musimy ustawić w taki sposób, aby kulki odbiły się w określony sposób i finalnie trafiły do szklanki.

Na naszej drodze pojawią się różnego rodzaju tarcze, ruchome kłody, rury i kołowrotki. Przesuwamy je palcem, a następnie testujemy kąt lotu piłek. Czasami musimy też wziąć pod uwagę działanie innych przeszkód, które również znajdują się na planszy. Gdy właściwy kąt lotu piłek jest już określony, pozostaje nam tylko skierować ich salwę w kierunku szklanki. Mocnym punktem gry są też pojedynki z bossami. Co kilka rund naszym celem staje się postać do której musimy umiejętnie wycelować. Walki z bossami to również więcej przeszkód i zmiennych, które musimy brać pod uwagę walcząć z przeciwnikiem.

Wydawać by się mogło, że mamy tu do czynienia z mechaniką starą jak gry wideo. Cannon Shot! ma jednak w sobie coś takiego, że trudno jest się oderwać od ekranu. Gdyby nie reklamy przerywające zabawę co kilka rund, na pewno dodałbym ten tytuł do ulubionych. A ponieważ nie da się z nich zrezygnować (choćby za symboliczną opłatą), prędzej czy później rezygnuję z dalszej zabawy i po krótkiej przerwie wracam do przerwanych obowiązków. Choć z drugiej strony, może to i lepiej. Moja produktywność nie jest dzięki temu narażana na straty… ;)

Do
góry