Earthcore: SE fenomenalna rodzima karcianka już dostępna!

2

Zrzut ekranu 2015-05-21 o 09.56.42

Polacy znakomicie radzą sobie na rynku mobilnym. Co rusz większe i mniejsze grupy miłośników wypuszczają na rynek produkcję, której udaje się podbić świat. Tequila Games, wrocławskie studio, na tym poletku radzi sobie znakomicie od lat. Tym razem jednak postawili na coś, co zupełnie odbiega od ich poprzednich pomysłów — nie będzie statków, nie będzie też rycerzy. Będą za to fenomenalnie wyglądające karty, o których miałem przyjemność już pisać w grudniu zeszłego roku, kiedy to odwiedziłem studio i na własnej skórze sprawdziłem co się z czym je. Od tamtego czasu gra przeszła długą drogę: był soft-launch w Kanadzie, było przekładanie premiery, ale w końcu jest. Dziś gra oficjalnie zadebiutowała także w rodzimym AppStorze!

earth

Pod względem rozgrywki nic się nie zmieniło — to wciąż oparta na banalnie prostych zasadach (*z delikatnym twistem) produkcja, w której naszymi kartami będziemy starali zmieść z powierzchni ziemi przeciwników. W walce brać udział będą trzy żywioły: ogień, woda i ziemia oraz pył, który nie ma szans z żadnym z nich. Pojedynki między nimi podobne będą do tego co wszyscy znamy z zabawy papier-kamień-nożyce, z tym że… no właśnie — nie będzie czasu na nudę, bo to jeszcze nie wszystko. Każda z kart posiada unikalne umiejętności oraz punkty ryzyka — co ciekawe, te ostatnie będą zwiększać się proporcjonalnie do tego, co dana karta może nam zaoferować w kwestii samej walki. Dodajcie do tego mnożniki, bonusy, a także przywołane już umiejętności, a otrzymujecie grę do której próg wejścia jest idealnie niski, natomiast satysfakcja z wygranej co rusz to większa. Czasem opłaca się zaryzykować!

System craftingu nowych kart zapowiada od razu, że czasu na nudę w grze nie będzie, a po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z grą wciąż możemy natknąć się na taką, której jeszcze nie widzieliśmy — to więcej niż możliwe; w końcu twórcy mówią o 500 tysiącach kart. Warto też zaznaczyć, że wszystkie one prezentują się fenomenalnie i mimo że za ich wygląd odpowiadają różni artyści z całego świata, udało im się zachować w miarę jednolity styl. Ale sam design to jeszcze nie wszystko. O ile anglojęzyczna wersja brzmi świetnie, to trudno też powiedzieć złe słowo na temat naszej rodzimej, w której narratorem został uwielbiany przez graczy od czasu pamiętnej polonizacji Baldur’s Gate Piotr Fronczewski; a wszystko to doprawione zostało świetną ścieżką dźwiękową nieustannie przygrywająca w tle. Chyba nie muszę nikogo dłużej przekonywać że Earthcore to najwyższa półka wśród mobilnych produkcji, prawda?

Earthcore: Shattered Elements to jedna z tych gier, które sprawdzą się przy szybkich rundach w oczekiwaniu na tramwaj, jednak projektowane są z myślą o tym, by były nieustannie rozwijane, dlatego trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto porzuci tę zabawę raptem po paru dniach. Z każdym pojedynkiem całość staje się bardziej ekscytująca i wymagająca, a kolekcjonowanie i crafting kart którymi będziemy mogli rzucać wyzwania żywym graczom dodaje pikanterii. Ciekawie napisany tryb fabularny, do tego zestaw losowych walk — zapewniam was już teraz, że nie będzie miejsca na nudę.

Gra dostępna jest w AppStorze, w wersji uniwersalnej, za darmo. I choć po przesiadce z wersji iPadowej na tę dla iPhone’a można dostać szoku jakie to wszystko jest… małe, to chwilę później się przyzwyczajamy i nie ma już z tym problemu. A co z modelem f2p, o który opiera się cała zabawa? Twórcy obiecywali mi, że bez większego wysiłku tryb fabularny będzie można przejść bez żmudnego grindu i płacenia choćby złotówki. I póki co słowa dotrzymali :). Wersja na Androida jest w przygotowaniu.

Ocena autora

Ocena 5+
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry