Hunger Games: Catching Fire Panem Run — jak promować filmy, to tylko biegnąc przed siebie…

4

catching fire

Nie mam zielonego pojęcia czym to jest spowodowane — totalnym brakiem kreatywności, czy najzwyczajniej w świecie pójściem na łatwiznę — ale kolejny raz przy okazji premiery filmu dla młodzieży, jednym z ogniw marketingu jest gra mobilna będąca jeszcze jednym na rynku free runnerem. I gdyby były one jeszcze w drobnym stopniu innowacyjne, to pewnie można byłoby na to przymknąć oko — w końcu jest to gatunek znany i lubiany nie od dziś. Problem polega jednak na tym, że to kolejny raz, gdy dostaję dokładnie tę samą grę — z innym awatarem i designem, okraszoną dodatkami które nie serwują specjalnej rewolucji.

O ile trylogię książkową lubię, o tyle nie jestem w stanie pojąć jak marnie wychodzi rozpromowanie marki na szerszą skalę. Hunger Games mają wszystko, by chwycić i zdetronizować inne popularne powieści dla młodzieży, a jednak zarówno przy pierwszym jak i drugim filmie niespecjalnie się to udaje. Oficjalna gra promująca film udowadnia tylko, że autorom specjalnie na miłośnikach serii nie zależy. Cathing Fire to nie mniej, nie więcej, a kolejna kopia uwielbianego przez miliony graczy Temple Run. Tutaj również biegniemy nieustannie przed siebie, musząc pamiętać o tym, by przeskakiwać lub prześlizgiwać się pod przeszkodami, a kiedy nasza droga dobiega końca, przygotować się do skrętu by mknąć w odpowiednim kierunku. Na naszej drodze podczas ucieczki po Panem nie mogło oczywiście zabraknąć power-upów oraz lokalnej waluty, za którą możemy  ulepszać postać i jej ekwipunek, który pozwoli nam efektywniej uciekać przed strażnikami z Panem.

cfo1

Wizualnie gra leży na tej samej półce, co dziesiątki innych, równie przeciętnych tworów. Jest poprawnie, ale nic poza tym. W sterowaniu również niewiele można było zepsuć, w końcu to ten sam, sprawdzony od lat, pomysł ubrany jedynie w zestaw nowych szat. Cieszy jednak to, że autorzy zadbali o zrekonstruowanie aż kilkunastu lokacji znanych z książek. Prawdziwie jednak przykuć nas do siebie gra może w momencie, kiedy zdecydujemy się zezwolić na dostęp do któregoś z naszych kont społecznościowych i wdać się w rywalizacje z przyjaciółmi o to, kto będzie na pierwszym miejscu. Oprócz tego możemy również zajrzeć do światowej listy osiągnięć… albo — jeśli zależy Wam na zachowaniu spokoju — lepiej nie ;-).

Nie mam pojęcia dlaczego twórcy uparcie zdecydowali się promować filmy właśnie runnerami. To było fajne raz, no — góra dwa — a może i nikomu specjalnie by nie przeszkadzało, gdyby miało miejsce raz na jakiś czas, obowiązkowo niosąc za sobą nutkę innowacji. Takich rzeczy jednak nie uświadczymy. Sam preferuję jednak klasyczne Temple Run, ale jeśli jesteście miłośnikami tego typu gier, warto sprawdzić — może akurat to przy tej spędzicie kolejne długie godziny?

Ocena autora

Ocena 4-
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry