Jedna aplikacja do zarządzania całą cyfrową pamięcią użytkownika – SanDisk Memory Zone

0

SanDisk znany głównie jako twórca zewnętrznych pamięci cyfrowych wkroczył na rynek Androida ze swoją aplikacją SanDisk Memory Zone. Jest to najprawdopodobniej jedyne na rynku narzędzie, które umożliwia zarządzanie całą pamięcią cyfrową użytkownika – nie tylko tą dostępną fizycznie, czyli kartami pamięci czy wewnętrzną pamięcią smartfona, ale także tą wirtualną jak na przykład dyskiem sieciowym Dropbox czy przestrzenią w Picasie.

Aplikacja od SanDiska jest rewelacyjna, gdyż nie jest zwykłym menadżerem plików. Oprócz pamięci telefonu obsługuje również usługi dysków sieciowych takie jak Dropbox, Box, Google Docs, Picasa. Przeglądanie wszystkich zasobów pamięci cyfrowej użytkownika z poziomu jednej aplikacji to jednak nie wszystko, co oferuje Memory Zone.

Za pomocą tego programu użytkownik dostaje również możliwość backupowania wybranej części swoich danych. Zazwyczaj backup polega na tym, że zapisujemy kopię zapasową danych z fizycznie dostępnego nośnika, na przykład telefonu czy dysku twardego komputera. Chmurę uważamy za mniej awaryjną. Znaną praktyką jest oczywiście synchronizacja, ale tak naprawdę mało kto backupuje dane z chmury.

Memory Zone daje użytkownikowi właśnie tę możliwość i myślę, że warto z niej korzystać. Chmura bywa awaryjna [1][2][3], a zdarza się przecież, że wybrane pliki potrzebne są na gwałt. Jest to zatem moim zdaniem killer feature tego narzędzia.

Nie ma na tym świecie jednak ideałów – aplikacja od SanDiska również posiada wady. Dostępna w Android Markecie znajduje się wciąż w wersji beta. Zgaduję, że właśnie z tego powodu pojawiają się dość spore problemy z wydajnością. Na Asus Transformerze z Tegrą aplikacja ostro przycinała przy przeglądaniu zawartości folderów, nie chcę zatem myśleć, jak wygląda to w przypadku słabszych urządzeń. Jeśli już przy tabletach jesteśmy – aplikacja działa tylko w trybie pionowym, co w przypadku tej klasy urządzeń nie jest zbyt wygodne. Szkoda, że nie ma specjalnej wersji pod tablety, bo z pewnością przeglądanie plików na takim gadżecie byłoby naprawdę przyjemne.

Wada wydajności bierze się również z tego powodu, że obecna wersja aplikacji w przypadku Picasy wyświetla wszystkie zdjęcia w jednym oknie. W sytuacji gdy jest ich kilkaset, nie trudno o spadek wydajności.

Mimo tego myślę, że warto dać tej aplikacji szansę, a finalna wersja z pewnością zagości na niejednym smartfonie.

Do
góry