Kino Glitch — Kolejne narzędzie do efekciarskiego psucia zdjęć i filmów

0

Zdjęcia i filmy które imitują uszkodzone pliki, zerwane taśmy lub archiwalne nagrania ze starych kamer możemy dziś z łatwością wykonać za pomocą aplikacji mobilnych. Wystarczy wpisać w App Store lub Google Play magiczne słowo „glitch” i otwiera się przed nami całkiem nowy świat specyficznej estetyki, która dla jednych będzie klimatyczna, a dla innych po prostu brzydka. Osobiście jestem fanem wszelkiego rodzaju cyfrowego zepsucia zdjęć, dlatego zawsze z przyjemnością dzielę się z Wami moimi odkryciami. Dziś na tapet weźmiemy Kino Glitch, produkcję, którą w ubiegłym tygodniu mogliście znaleźć w naszym zestawieniu promocji i darmowych aplikacji.

Aplikacje pozwalające nam „glitchować” zdjęcia lub filmy przyzwyczaiły nas już do tego, że ich estetyka raczej nie wpisuje się we współczesne standardy UX. W tym przypadku można jednak wybaczyć ich twórcom toporne interfejsy przypominające produkcje sprzed 10 lat lub programy z Windowsa 95. O to przecież chodzi, żeby wszystko było utrzymane w tej specyficznej estetyce. Nie inaczej jest w przypadku Kino Glitch. Menu główne to po prostu trzy ikony pozwalające nam edytować filmy lub zdjęcia oraz nakładać efekty wideo.

 

W edytorze zdjęć znajdziemy 6 różnych narzędzi. Pierwsze z nich to efekt trójwymiarowej siatki nakładanej na nasze fotografie. Do wyboru mamy kilkadziesiąt różnych wzorów oraz suwak odpowiedzialny za zagęszczenie wzoru. Kolejne parametrem, który możemy modyfikować to „smoothness” oraz „intensity”, które znajdziemy pod przyciskiem „adjust”. Pozwala to osiągnąć efekt kanciastej trójwymiarowości. Następne narzędzie w kolejce umożliwia zabawy ze światłem. Nie zabrakło też tekstur nakładanych na zdjęcia oraz możliwości blendowania kilku zdjęć z naszej galerii. Ostatnia ikona przeniesie nas do galerii różnorodnych wzorów, którymi możemy urozmaicić stworzone kompozycje.

W przypadku filmów przybornik jest nieco bardziej ubogi, ale wciąż możemy skorzystać z efektu „popsutej” trójwymiarowości, siatek, zabaw ze światłem oraz łączenia kilku różnych multimediów. Mamy też całą galerię efektów wideo do których przeniesie nas ostatni przycisk w menu. Jeśli lubicie estetykę popsutych VHS-ów lub wizualizacji z programu Winamp, na pewno znajdziecie tu coś dla siebie. Jest jednak jeden problem. Do galerii efektów można wejść tylko raz. Kolejna próba skorzystania z nich będzie niemożliwa, dopóki nie skorzystamy z jednorazowej mikropłatności. Koszt dożywotniego dostępu do tej sekcji to niespełna 24 złote. Szkoda, że aplikacja nie oferuje choćby 3-dniowego okresu próbnego. Wówczas na pewno łatwiej byłoby określić, czy efekty wideo faktycznie są warte swojej ceny…

Do
góry