Kot w butach tnie owoce w Fruit Ninja: Puss in Boots [recenzja]

0

Jeśli pamiętacie mój ostatni wpis o Fruit Ninja: Puss in Boots to dobrze wiecie, że na grę wyczekiwałem, bo nie ma nic przyjemniejszego niż posiekanie kilkudziesięciu owoców po ciężkim dniu w pracy. Sprawdzona formuła wystarczyła i tutaj, ale bez lekkiego rozczarowania się nie obyło.

Jak się w to gra?

Może od razu przejdę do rzeczy, bo nie ma co owijać w bawełnę. Fruit Ninja: Puss in Boots to wciąż ta sama dobra zabawa, czyli przecinamy przelatujące na ekranie owoce i staramy się omijać kończące zabawę bomby. Sztuczka polega na tym, że oryginał miał trzy tryby rozgrywki, do których każdy fan Fruit Ninja zdążył się już przyzwyczaić. Dość zaskakująco w Puss in Boots trybów tych nie uświadczymy, a zamiast tego pojawiają się dwa zupełnie (no może nie do końca) inne.

Pierwszy z nich to Desperado, który jest bardzo zbliżony do typowego klasycznego trybu z podstawowej gry. Mamy trzy życia, przelatują różne owoce i próbujemy zdobyć jak najwięcej punktów, nie zahaczając o żadną bombę. Różnica jest taka, że tutaj nasze życie odnawia się za przecięcie specjalnych fasolek, a w klasycznej wersji dostawaliśmy bonus co 100 zdobytych punktów. Tryb ten jest nadal sympatyczny, choć brakuje mi w nim większego rozbudowania.

Drugi i zdecydowanie ciekawszy tryb to Bandito, w którym trzeba się zmierzyć z 12 różnorodnymi minigrami (każda jest na kilka sekund), zdobywając oczywiście jak najwięcej punktów. Większość z nich to wariacje głównego trybu, gdzie np. w ograniczonym czasie musimy trafić konkretną liczbę gruszek, które przelatują między bombami. Przy zachowaniu szybkości rozgrywki dorzucono do tego trybu szczyptę logicznego myślenia, bo czasem musimy poznać konkretny schemat spadania owoców.

Reszta to bardziej dzieło marketingu niż samych twórców, ale  nie ma tu nic natrętnego czy przeszkadzającego. Muszę powiedzieć, że  całość menu jest ładnie wystylizowana na filmowego Kota w Butach. Nawet muzyczka przygrywająca w grze brzmi jak meksykańskie przygrywki gitarowe.

Czy warto?

Jeśli wciąż Wam mało Fruit Ninja to oczywiście, że warto. W końcu niecałe Euro to nie fortuna, ale osobiście muszę powiedzieć, że się odrobinkę zawiodłem brakiem starych dobrych trybów, w których spędziłem już długie godziny. Oczywiście tamtej części nigdy nie skasowałem z telefonu, ale liczyłem, że tu dostaniemy po prostu pełniejszy pakiet plus trochę marketingu związanego z filmem. Niestety tak się nie stało i zamiast tego po zagraniu w Puss in Boots mam ochotę po prostu na więcej Fruit Ninja. Jeśli musiałbym się zdecydować tylko na jedną grę o cięciu owoców to zdecydowanie polecam oryginał, jeśli jednak jesteście fanami to bez zastanowienia ściągajcie Puss in Boots, w końcu nie kupujecie kota w worku.

PS Halfbrick dość mocno rozszerzyło klasyczne Fruit Ninja kolejnymi aktualizacjami, więc jest nadzieja, że podobnie będzie z kontynuacją.

Wersja na iPhone’a, wersja na iPada.

Do
góry