LAST BATTLE – Fukushimon — Ten clickers na długo pozostanie w mojej pamięci…

0

Mimo że inwazja jednookich potworów, które jak sama nazwa wskazuje, mogą pochodzić z Fukushimi, raczej nam nie grozi, twórcy Last Battle – Fukushimon stwierdzili, że warto się zabezpieczyć na wypadek kontrowersji związanych ze swoją produkcją. Z tego powodu, w grze wita nas komunikat informujący o tym, że wszystko co za chwilę zobaczymy to fikcja. Nie mam pojęcia kto mógłby pomyśleć inaczej, ale najwyraźniej temat wybuchu w elektrowni jądrowej jest wyjątkowo delikatną sprawą. Okazuje się, że to dopiero początek „jechania po bandzie”. Zaraz po tym, jak na ekranie pojawiają się pierwsze radioaktywne owoce i warzywa, do niewielkiego samochodu wsiada Donald Trump, który postanawia rozprawić się z inwazją stworów. Wszystkiemu towarzyszy mocna gitarowa muzyka, która świetnie buduje klimat dynamicznej rozgrywki. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem tak „pojechanego” wątku w grze mobilnej…

Po zapoznaniu się ze screenami dostępnymi w App Store, byłem przekonany, że mamy tu do czynienia z czymś na kształt krzyżówki wyścigów i endless runnera. Szybko jednak okazało się, że Last Battle – Fukushimon to clickers w którym niekończące klikanie w ekran pozwoli eliminować kolejne potwory i rozwijać zdolności naszego jasnowłosego bohatera.

Każdą walkę musimy ukończyć, zanim skończą się nam naboje. Jeśli pasek życia potwora nie zostanie wyzerowany, gracz będzie musiał powtarzać dany poziom. Co ciekawe, przeciwnicy nie zadają nam obrażeń. Zadaniem gracza jest po prostu naparzanie w ekran aż do skutku. Jeśli nie uda nam się zabić potwora, musimy kilka razy powtórzyć rundę, zebrać kryształy, które wypadają z przeciwnika, wydać je na rozwinięcie postaci i ponownie stanąć do walki.

Gra została zaprojektowana w taki sposób, abyśmy jak najczęściej świadomie klikali w przycisk przenoszący nas do reklam. W zamian za ich oglądanie zdobywamy więcej kryształów i szybciej umacniamy postać, aby ta mogła skuteczniej walczyć z radioaktywnymi potworami. Mamy więc do czynienia z rasowym odmóżdżającym klikaczem w którym nie musimy myśleć i który w tajemniczych okolicznościach wydziera nam kolejne minuty cennego czasu. Jeśli lubicie taką rozrywkę – nieszablonowa fabuła to na pewno dobry powód, żeby raz na jakiś czas zajrzeć do Last Battle – Fukushimon i wcielić się w postać prezydenta Stanów Zjednoczonych*.

*oczywiście nikt nie pokusił się o powiedzenie nam wprost, kim jest nasz bohater. Jego wygląd nie pozostawia jednak wątpliwości…

Do
góry