Lethal Lance przypomni nam czasy Commodore 64

2

image

Jeżeli pamiętacie czasy, gdy szczytem zaawansowania w grach była grafika 2D i wszechobecne platformy, po których skakać musiał główny bohater, to Lethal Lance teoretycznie powinien Wam je przypomnieć. Teoretycznie, bo za wspomnienie będziecie musieli zapłacić na starcie nieco ponad 4 złote. Co otrzymacie w zamian?

Lethal Lance to produkcją, którą twórcy promują jako grę w stylu „staroszkolnym”. Nie uświadczymy tutaj zatem wodotrysków typowych dla współczesnych tytułów. Nie ma fajerwerków ani żadnych zbędnych dodatków. Jesteśmy tylko my, platformy i shotgun, z którego wylatują bliżej niezidentyfikowane pociski.
image (1)
Gra jest utrzymana w bajkowej konwencji, ale nie uświadczymy tutaj jakiejś rozbudowanej fabuły. Ot brodaty poszukiwacz przygód i jego strzelba szukają wrażeń, a przy okazji ratują świat przed dziwnymi futrzanymi  stworkami o niewdzięcznych minach. Standard.
image (2)
Twórcy przygotowali dla nas 32 plansze podzielone na cztery różne światy. Znajdziemy tam dziesiątki monetek, platform i stworków do wyeliminowania. Co i rusz trafią się większe wyzwania, jak np. konieczność zebrania klucza i uzyskania dostępu do skarbów za drzwiami. Ogólnie nic trudnego. Do dyspozycji mamy trzy życia oraz dotykowe przyciski, którymi steruje się w miarę wygodnie. Warto zauważyć, że grę opracowano z myślą o platformie Nvidia Tegra, więc wspiera ona kontrolery Shield. Z pewnością wówczas całość nabiera o wiele większego kolorytu.
image (3)
Graficznie jest ładnie. Przypomina mi to trochę stylistykę Magic Boya, choć oczywiście w wyższej rozdzielczości. Plansze nie są szczególnie zróżnicowane, ale światy już owszem. Szkoda, że twórcy nie zaprojektowali większej liczby scenerii, bo przez to gra sporo traci i staje się bardzo monotonna.
image (4)
Niestety nie znalazłem nic, czym Lethal Lance wyróżniałby się na tle konkurencji. Nawiązanie do klasyki to chyba jedyny atut tej produkcji, który najwyraźniej twórcy uznali za wartościowy na tyle, aby wyciągnąć od graczy parę groszy. Nie uważam, aby były to pieniądze zmarnowane, ale też trudno znaleźć mi jakiekolwiek powody, dla których mógłbym nazwać opisywaną produkcję przyzwoitą. To raczej przeciętniak, który jednych ucieszy, a u innych wywoła zniesmaczenie. Niemniej warto zaryzykować – a nuż należycie do tej pierwszej grupy.

Ocena autora

Ocena 3+
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry