Louie Lucha — nie o takie rytmy mi chodziło

0

Lucha Libre — podobnie jak wrestling — to nie prawdziwa walka, a show. Show bardzo popularne w Meksyku, którego korzenie sięgają XIX wieku, gdy przybywający do Meksyku Europejczycy nauczyli lokalnych mieszkańców zapasów. Gdy w latach 30 XX wieku Salvador Lutteroth założył pierwszą firmę lucha libra, dyscyplina ta szybko zyskała ogromną popularność. Charakterystyczne maski, często wywodzące się z czasów azteckich, są nieodzownym elementem tej rozgrywki. Cała otoczka tego show zachęciła mnie do sprawdzenia Louie Lucha. Zapowiedzi wyglądały bardzo interesująco, lecz finalny produkt wypadł… nieco gorzej, niż się spodziewałem.

Louie, początkujący zapaśnik, ktry wspina się na po drabinie w dwóch trybach — kariera i endless mode. Ten pierwszy prowadzi nas po różnych arenach, gdzie czeka na niego ring, a na nim godny przeciwnik. Rozgrywka jest niestety bardzo płytka i sprawdza się do szybkiego naciskania kafelków płynących na ekranie. Prawidłowe wklepywanie przycisków nabija nasz pasek energii, który działa na zasadzie przeciągania liny. Im więcej zielonego, tym bliżej jesteśmy do pokonania przeciwnika. Jeśli pominiemy kafelki lub dotkniemy czaszek, nasz pasek spada — a to sygnał zbliżającej się porażki i końca gry.

Tryb endless to niestety żadna ciekawostka i wypada blado. Po kolei pokonujemy kolejnych przeciwników i zwiększamy szybkość opadających kafelków. Po zakończeniu rozgrywki — jeśli zdobędziemy klucz, będziemy mogli otworzyć skrzynkę. Aby tego dokonać trzeba niestety poświęcić kilkadziesiąt sekund na obejrzenie reklamy. Monety które zdobywamy w rozgrywce i te, które wypadną ze skrzynek przeznaczyć możemy na zakup piniaty, którą możemy bezwłocznie rozwalić. W niej znajdują się bonusy, często nowi wojownicy, którzy nie mają żadnych specjalnych umiejętności. Są tylko skórką dla naszego bohatera. W sklepie, za prawdziwą walutę, możemy również zakupić przedmioty podwajające zdobywane monety, odblokować dodatkowych wojowników i pozbyć się natarczywych reklam.

Coś co wyglądało się na połączenie meksykańskiego wrestlingu z muzyką wykonywaną przez Mariachi, zapowiadało się na świetną grę rytmiczną. No bo brzmi świetnie, nieprawdaż? Też tak myślałem. Niestety jedynym elementem przypominającym gry rytmiczne jest sama plansza, która swoim wyglądam przypomina znane nam z elementów lubianych serii. Podobny zabieg wykonano w Piano Tiles 2 — choć tam wypadło to zdecydowanie lepiej i czuć klimat gry rytmicznej. Gra prezentuje się bardzo przyzwoicie. Muzyka, choć we wszystkich walkach uświadczymy tylko jeden utwór, jest naprawdę kawałkiem dobrej, meksykańskiej roboty. To wielka szkoda że gra nie wyszła na taką jaką się zapowiadała — zmarnowano dość duży potencjał i w efekcie wydano średniaka z naprawdę ładną oprawą.

Gra dostępna jest w AppStorze, w wersji uniwersalnej, za darmo.

Ocena autora

Ocena 3
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry