Pixel Art Cam — Rozpikselowane szaleństwo na zdjęciach i filmach

0

Mimo że twórcy urządzeń mobilnych na każdym kroku serwują nam nowe rozwiązania technologiczne, są takie aplikacje, które w pewien sposób uwsteczniają możliwości naszych smartfonów. Za przykład niech posłużą wszystkie edytory do zdjęć, które pozwalają „psuć” nasze obrazki i stylizować je na takie, które powstały kilka dekad temu. Dziś, przychodzę do was z kolejnym tytułem wpisującym się w ten nurt. Tym razem nie będziemy jednak dodawać do zdjęć charakterystycznych szumów z kaset wideo. Pixel Art Cam pozwoli cofnąć się jeszcze dalej w przeszłość. Nasze zdjęcia i filmy zamienimy w kadry z gier na konsole Game Boy!

Pixel Art Cam to narzędzie, które pozwoli edytować zdjęcia i filmy zarówno importując je z naszej biblioteki multimediów, jak i rejestrując je w czasie rzeczywistym z naniesionymi efektami. Do naszej dyspozycji oddano zestaw filtrów, które generują na obrazkach charakterystyczną „pikselozę” w określonym stylu. Mogą to być drobne kwadraciki w monochromatycznych barwach, kolorowe piksele o mniejszym zagęszczeniu albo inne modyfikacje, które zamienią grafikę w starą grę komputerową. Do dyspozycji mamy również pakiet efektów pozwalających urozmaicić obrazy o określone animacje. Mogą to być płynne zmiany kolorów, efekty ruchomego rozmycia lub „glitch” symulujący uszkodzenie pliku.

Wszystkie filtry dostępne są pod konkretnymi przyciskami oznaczonymi numerami. Pixel Art Cam nie jest szczególnie rozbudowanym narzędziem, ale nie uznałbym tego za minus. Zabrakło mi tylko możliwości „losowania” różnych „zepsuć” obrazków.

Wszystko „opakowano” tu w spójny interfejs stylizowany na ekran starego komputera. Przydatnym narzędziem może okazać się funkcja „freeze”. Pozwala ona zatrzymać pojedynczą klatkę filmu (lub obrazu z animowanym efektem). Dzięki temu, statyczne obrazy zamienione w rozpikselowane grafiki mogą być jeszcze bardziej „rzeczywiste”.

Bardzo męczącym elementem darmowej wersji aplikacji są interaktywne reklamy, które co jakiś czas wyświetlają się w trybie pełnoekranowym. Nie działa to niestety tak, że przed rozpoczęciem edycji zdjęcia oglądamy filmik a później możemy do woli modyfikować nasz obraz. Reklamy pojawiają się co kilka kliknięć, więc dla osób, które lubią eksperymentować z filtrami będzie to prawdziwa droga przez mękę. Remedium na niechciane treści może być wykupienie wariantu PRO. Jego koszt to niespełna 14 złotych. W zamian otrzymujemy również dostęp do kilku nowych funkcji a także bogatszej biblioteki filtrów i efektów. Dodatkowo, w płatnej wersji aplikacji, z naszych zdjęć znikną znaki wodne.

Do
góry