Katamari w formie clikera daleko do świetności serii, niestety

0

Zrzut ekranu 2016-07-05 o 18.49.52

Katamari to niewątpliwie jedna z moich ulubionych serii gier. Szalony pomysł Keity Takeshi’ego zadebiutował w 2004 roku niemal natychmiast porywając tysiące graczy do zabawy, która polegała na… utoczeniu jak największej kulki. Później doczekał się zestawu sequelów, które pojawiały się na kolejnych konsolach — zarówno tych przenośnych, jak i stacjonarnych. Oczywistym jest także, że w czasach panowania systemów mobilnych, nie mogło jej również zabraknąć na panelach dotykowych — niestety, obawiam się, że miłośnikom serii nie o taką obecność chodziło…

Klikacze to typ zabawy, który potrafi zeżreć nam ostatnie nerwy i sporo czasu. Nie są specjalnie wymagające intelektualnie, ot, chodzi przecież tylko o to, by jak najszybciej stukać w ekran — nie potrzeba w tym celu ani specjalnej zręczności, ani nawet odrobiny kombinowania. Klasyczne odsłony Katamari to poszukiwania przedmiotów, rolowanie kulki, walka z czasem i masa emocji. Emocji, których tutaj, najzwyczajniej w świecie, nie uświadczymy.

Zrzut ekranu 2016-07-05 o 18.49.39

Podobnie jak w innych częściach serii, tutaj również Król Kosmosu wzywa nas do pomocy. Książę zakasa zatem rękawy i bierze się do roboty, pchając przed siebie magiczną kulę, by ocalić uniwersum — a jak inaczej! Pierwsze minuty gry to, jak zwykle, toczenie małych przedmiotów i niewielkich kulek. Wraz z progresem i zdobywaniem kolejnych monet stajemy się więksi i silniejsi, przez co kolejne nasze potyczki wymagać będą… więcej klikania — to prawda, ale jednocześnie możemy liczyć na dużo większe wynagrodzenie za naszą ciężką pracę.

Na naszej drodze napotkamy znanych bohaterów — kilkudziesięciu kuzynów tylko czeka, by pomóc nam przy kolejnej próbie ratowania świata. A poza tym… to jeszcze więcej klikania, klikania i klikania — by nasze Katamari urosło do ekstremalnych rozmiarów!

Tap My Katamari nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle konkurencji, no może poza tym, że z każdej strony atakują nas wyraziste barwy, dźwięki i figury doskonale znane wszystkim miłośnikom serii. Pod względem mechaniki to, niestety, kolejny klikacz. Klikacz, który ubrano w szaty kultowej serii — ale to za mało, by przenieść jej blask na dotykowe panele. Niestety, daleko jej nawet do I Love Katamari, które w 2008 opublikowano na urządzenia z iOS, Androidem oraz Windows Phone. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Tap My Katamari jest zapowiedzią czegoś większego związanego z marką. Gra dostępna jest w AppStorze oraz na platformie Google Play, w wersji uniwersalnej, za darmo.

Ocena autora

Ocena 5
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry