Mapy Google z rozszerzoną rzeczywistością: bliżej, ale wciąż daleko

1

Nieustanne nowości i zmiany w Mapach Google sprawiają, że to produkt wiecznie żywy. Nieustannie coś dodają, coś przestawiają i nierzadko rozwijają się w kierunku, który korzystających z nich głównie jako usługo do lokalizowania na mapie i pomocy w nawigacji — kompletnie nie interesują. Jednak ogłoszona na zeszłorocznym Google I/O rozszerzona rzeczywistość (czyli AR — Augmented Reality) na platformie spotkała się z bardzo dużym zaciekawieniem. Jak to jednak zwykle z Google bywa — długo przyszło nam czekać na to, aż w końcu usłyszeliśmy o niej coś więcej po pierwszych zapowiedziach. Ale dziewięć miesięcy później temat powrócił — i to za sprawą dziennikarza The Wall Street Journal, Davida Pierce’a, który jest jednym ze szczęściarzy którzy mogli już na własnej skórze przekonać się, jak to działa.

AR w Mapach Google w praktyce

Jak działa rozszerzona rzeczywistość — pewnie większość z was już wie. W przeciwieństwie do VR, ta nie przenosi nas do tajemniczych światów, a po prostu jest interfejsem nakładanym na wszystko, co nas otacza. Najprościej usługę Map Google z AR wyobrazić sobie jako… otaczający nas świat ze wskazówkami, którędy pójść, by dojść do wyznaczonego celu. Może i brzmi banalnie, a w przypadku smartfonów nie będzie tak efektowne jak okularów z rozszerzoną rzeczywistością, ale daje wyobrażenie jak to ma działać w praktyce. I faktycznie… działa. Co ważne: projektanci z Google podeszli do sprawy w wyjątkowo interesujący sposób, korzystając z AR tylko w najbardziej krytycznych sytuacjach. To nie jest tak, że interfejs z uruchomionym aparatem będzie aktywny non-stop — ma pomóc nam się odnaleźć w co bardziej skomplikowanych miejscach, a skoro dalej nie pozostaje nam nic innego, jak tylko iść przed siebie — to powraca do klasycznego interfejsu.

AR w Mapach Google robi użytek z naszej lokalizacji, którą dopasowuje do zdjęć Street View — w ten sposób jest w stanie jeszcze precyzyjniej zadbać o dokładniejsze wskazywanie trasy. Mimo wszystko wszystkie te opcje są dopiero na początku swojej drogi — i jeszcze chwila minie, nim trafią do wszystkich. W pierwszej kolejności, w ramach testów, będą udostępniane lokalnym przewodnikom. Cała reszta doczeka się ich… dopiero wtedy, kiedy „Google będzie usatysfakcjonowane”. A biorąc pod uwagę to, że prawdopodobnie w przypadku tej funkcji będzie ona musiała być dopracowana dla każdego miasta z osobna, na jej obecność w Polsce jeszcze chwilę zaczekamy.

Źródło

Do
góry