Plague — A gdyby tak połączyć Tumblr, Tinder i Snapchat…

0

Zrzut ekranu 2015-01-09 o 15.05.02

Facebooka nie można wymyślić na nowo. Podobnie jak Instagrama czy Tumblra. Okazuje się, że wciąż można jednak łączyć ze sobą schematy znane z popularnych serwisów społecznościowych i dodając odrobinę własnych pomysłów, tworzyć zupełnie nowe twory. Plague to właśnie jeden z nich. Czas pokaże czy taka forma komunikacji z pomocą smartfonów ma szansę się przyjąć. Muszę jednak przyznać, że mechanizm działania aplikacji jest naprawdę interesujący…

Po pierwszym uruchomieniu programu, na ekranie pojawia się kilka slajdów. Czego się z nich dowiemy? Wszyscy użytkownicy Plague, są ze sobą połączeni już od pierwszego uruchomienia aplikacji. Infekcja zaczyna się u źródła i szybko przemieszcza się do kolejnych osób. Zupełnie jak wirus. Zainfekowani użytkownicy, przekazują informacje do tych, którzy znajdują się najbliżej nich. Plague pozwala stworzyć epidemię dowolnych rozmiarów. Na całe szczęście, nie chodzi tu o żadną chorobę a informacje, które udostępniamy…

Zasoby Plague możemy obejrzeć bez konieczności zakładania konta. Jednak dopiero dołączenie do społeczności pozwoli nam poznać wszystkie możliwości aplikacji, a właściwie te, które pozwolą nam zawirusować innych naszymi materiałami.

Zrzut ekranu 2015-01-09 o 15.06.47

A o co tak na prawdę chodzi? Twórcy Plague postanowili połączyć w jednej aplikacji Twitter i Tumblr z elementami Tindera. Już wyjaśniam jak to działa. Plague to serwis, do którego dostęp, mamy jedynie z poziomu naszych smartfonów z systemem iOS oraz Android. Każdy „wirus” to jedna karta, na której użytkownicy umieszczają tekst składający się ze 140 znaków. Opcjonalnie, możemy uzupełnić nasz post o zdjęcia. Mając przed oczami kartę, którą przesłał inny użytkownik Plague, mamy dwa wyjścia. Przeciągnięcie palcem w dół wyświetli nam po prostu kolejne treści. Ten sam gest w górę, udostępni obraz lub tekst, czterem kolejnym osobom korzystającym z aplikacji. Komu? Tym, którzy znajdują się najbliżej nas. Plague bazuje na geolokalizacji, dlatego słowo marketing wirusowy, nabiera w tym przypadku naprawdę biologicznego znaczenia.

Zamiast scrollować kolejne strony na Tumblr, tu, po prostu „zrywamy” kolejne kartki, decydując czy mikro-wpisy oraz obrazki, zasługują na dalsze rozprzestrzenianie. Każdy taki post jest dostępny przez równe siedem dni. Później, bezpowrotnie znika. Użytkownicy mogą również komentować dodawane treści, co pozwala poznać zupełnie nowych ludzi w naszej okolicy. Nie ma tu jednak miejsca na followersów czy znajomych. Sami musicie więc przyznać, że Plague to naprawdę wyjątkowa platforma do mikro-blogowania.

Zrzut ekranu 2015-01-09 o 15.06.37

Na ten moment, treści, które udostępniają moi „sąsiedzi”, nie są niestety szczególnie interesujące. Plague wystartował jednak pod koniec ubiegłego roku, dlatego i tak byłem w dużym szoku, że dookoła mnie, już teraz aktywnie działają użytkownicy serwisu. Czy taka forma internetowej społeczności ma szanse zaistnieć na arenie międzynarodowej? Trudno powiedzieć. Patrząc jednak na fenomen Tindera czy Snapchata, na pewno nie można tego wykluczyć.

Ocena autora

Ocena 5-
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry