Afterlight — Popularny edytor zdjęć z iOS, wkracza na Androida

1

Zrzut ekranu 2014-08-18 o 12.20.10

O aplikacji Afterlight słyszałem już nie raz od użytkowników systemu iOS. Z tego, co pamiętam, nieraz wspominaliście o niej w komentarzach pod wszelkiego rodzaju podsumowaniami tego typu programów na łamach AntyApps lub pod zwykłymi recenzjami innych apek do obróbki zdjęć. Jeśli posiadacie smartfon lub tablet wyposażony w Androida, dziś mam dla was dobrą wiadomość. Afterlight w końcu pojawił się w wersji dla Zielonego Robota. Sprawdźmy, czy faktycznie było na co czekać.

Mimo że jest to już chyba czwarta albo piąta aplikacja do edycji zdjęć na moim smartfonie, po wszystkich pozytywnych opiniach, jakie słyszałem na temat tej apki, bez wahania zdecydowałem się na kupno apki za niespełna 3 złote. Po cichu liczę w końcu na mały powiew świeżości w mojej Instagramowej galerii.

Zrzut ekranu 2014-08-18 o 12.21.03

Aplikacja oferuje modyfikację zdjęć wykonanych z jej poziomu, a także wprowadzenie zmian w obrazkach, które już wcześniej znajdowały się w naszych zbiorach. Pierwsza ikonka na dolnym pasku narzędzi odpowiada za wszelkie zmiany związane z ostrością, saturacją, jasnością i kolorami. Drugi przycisk to filtry, które podzielono na 3 grupy: original, guest i seasons. Co ciekawe, odblokowanie części z nich wymaga polubienia facebookowego profilu twórców apki.

Kolejny przycisk to efekty. Z gotowych presetów możemy wybrać najróżniejsze imitacje kurzu i rys. Tu znajdziemy również efekty świetlne. Ostatnie narzędzia, jakie znajdziemy w naszym przyborniku, pozwolą dowolnie przyciąć zdjęcia oraz je obrócić. Na obrazkach możemy również „wyciąć” określone figury lub litery. Gotowe zdjęcia możemy zapisać w trzech formatach: small (600×800), medium (960×1280) oraz max (960×1280). Po zakończeniu edycji możemy również udostępnić obraz w wybranym serwisie społecznościowym.

Zrzut ekranu 2014-08-18 o 12.21.16

Podsumowując: Afterlight na pewno mógł cieszyć się popularnością wśród domorosłych fotografów i sam z pewnością dołączyłbym do grupy entuzjastów aplikacji, gdyby nie ostatnia aktualizacja Instagramu. Niestety, nowa apka najpopularniejszego serwisu agregującego kwadratowe zdjęcia posiada już niemal wszystkie funkcje, które oferuje nam Afterlight. Biorąc więc pod uwagę, że za opisywaną dziś aplikację musimy zapłacić, a chcąc zapisać zdjęcie na Instagramie, będziemy musieli odpalić kolejny program, okazuje się, że nie jest to już tak praktyczny program jak jeszcze kilka miesięcy temu. Twórcy Afterlight spóźnili się z androidowym wydaniem swojego programu. Apka na pewno będzie mi jeszcze towarzyszyć, jednak zostawiam ją jedynie z myślą o kilku interesujących filtrach i efektach. Wszelkie modyfikacje związane z ostrością czy światłem będę jednak nadal robił z pomocą apki od Instagramu.

Ocena autora

Ocena 4
Ocena użytkowników
     0 głosów
Twoja ocena to:
Wybierz platformę
     
Do
góry