Dieta i fast food? Wyszukaj najmniejsze zło w menu z CalorieCap

0

CalorieCap

Twórcy aplikacji CalorieCap doskonale sobie zdają sprawę, że nie da się non stop być na diecie. Zamiast jednak oszukiwać się i próbować wymazać cheat meal z pamięci, oni proponują inne podejście. Skoro decyzja o niezdrowym jedzeniu już zapadła, to może by tak wybrać najmniej szkodliwy posiłek z menu wybranego fast fooda?

Należy przy tym od początku zaznaczyć, że CalorieCap to produkt przeznaczony głównie na rynek amerykański. Wielu z opisanych tu restauracji nie znajdzie się w Europie, a menu tych najbardziej popularnych może się różnić. Jest jednak sporo podobieństw – należy podziękować za to globalizacji, przez którą cała ludzkość w fast foodach żywi się podobnie…

CalorieCap

CalorieCap działa dwojako. Można tu albo odszukać zjedzony posiłek żeby sprawdzić, co właściwie zawierał, albo znaleźć sobie danie, które będzie spełniać szereg sprecyzowanych wymagań co do ich makroelementów czy kaloryczności. W tym drugim przypadku, użytkownicy z Europy raczej powinni z góry zaznaczyć interesujące ich restauracje. Spora część z dostępnych tu knajp funkcjonuje tylko w USA.

Jeśli więc jesteście ze znajomymi w KFC i zdecydowaliście, że to jest odpowiedni dzień na cheat meal, w CalorieCap wyszukacie, co najmniej szkodliwego moglibyście zjeść. Program uwzględnia kilka rodzajów diet, w tym na przykład wegetariańską, bezglutenową czy wysokobiałkową. Można się zdziwić, ile dań z popularnych fast foodów podpada pod każdą z tych kategorii!

Zawartość jest fajna, ale wykonanie…

Niestety, po CalorieCap nie porusza się zbyt wygodnie. Aplikacja cały czas ściąga dane z internetu i przeładowuje strony, przez co można się czasem poczuć jak na bardzo źle zoptymalizowanej stronie internetowej. W ogóle, sam program trochę wygląda jak siłą zmniejszona wyszukiwarka z desktopów. Co jednak sprawdza się w przypadku kursora i dużego ekranu, niekoniecznie nada się na małe dotykowe wyświetlacze.

CalorieCap można raczej potraktować jako lekko egzotyczną ciekawostkę. Nie jest to przy tym wyłącznie kwestia tego, że została ona stworzona dla użytkowników zza oceanu. Wydaje mi się po prostu, że w branży mobilnej powoli odchodzi się od aplikacji, których główną funkcją jest wyszukiwanie zasobów z internetu – nawet bardzo dokładnie sprecyzowane. W końcu czy z CalorieCap równie niewygodnie korzystałoby się po prostu z poziomu smartfonowej przeglądarki?

Do
góry