Pingo Park — Ile nowych gatunków pingwinów uda Ci się stworzyć?

0

Pamiętacie jeszcze modę na gry w stylu 2048? Polegały one na łączeniu par tych samych cyfr co w konsekwencji prowadziło do zastąpienia dwóch kafelków jednym o wyższej wartości. Chodziło o to, żeby utworzyć jak najwyższe, kolejne potęgi dwójek i jak najdłużej utrzymać na planszy wolne pola. Twórcy Pingo Park postanowili zrekonstruować mechanikę tej gry i zastąpić liczby… pingwinami!

W grze wita nas krótka animacja na której widzimy lodową wyspę pingwinów, które składają jajka. Niestety, fragment lodu na którym znajdowało się przyszłe potomstwo nielotów odłamuje się od lądu i dryfuje w nieznane. Po drodze, poszczególne jajka lądują na osobnych krach i tu rozpoczyna się nasza misja ratunkowa, którą prowadzi osobliwa foka z bandaną zawiązaną na głowie.

Pierwszym zadaniem, które musimy wykonać jest… połączenie jaj znajdujących się na krach. Po przeniesieniu jednego elementu na drugi, powstaje jajko z lekkim pęknięciem. Kiedy mamy już dwa nowe obiekty, również łączymy je ze sobą. Po kilku takich akcjach dochodzimy do etapu w którym na ekranie pojawia się mały pingwin. Przyznam szczerze, że długo myślałem, jak logicznie wytłumaczyć ratowanie niewyklutych jeszcze pingwinów poprzez łączenie ze sobą jajek. Niestety, nie udało mi się znaleźć racjonalnego wytłumaczenia. Wygląda na to, że twórcy gry bardzo chcieli stworzyć grę na kształt kultowego 2048, ale zależało im na wyeliminowaniu liczb z zabawy i zastąpieniu ich pingwinami.

Chwilę później, wspominana wcześniej foka dopływa do brzegu swoim skuterem wodnym za którym ciągnie małe wagoniki pełne pingwinów. Naszym zadaniem jest rozmieszczenie ich na dmuchanych materacach i ponowne przeprowadzenie operacji łączenia gatunków. Działa to dokładnie tak samo jak w przypadku jajek. Łączymy w pary identyczne ptaki doprowadzając do powstawania ich nowych gatunków. Kiedy wyczerpiemy już zapas pingwinów znajdujących się na materacach, możemy znowu „zaimportować” kilka nowych ptaków z wagoników ciągniętych przez skuter. A kiedy i te ptaki znikną ze swoich platform na ekranie pojawia się licznik czasu. I tu dochodzimy do przebiegłego sposobu na monetyzację Pingo Park…

Celem gry jest niekończące się tworzenie nowych gatunków pingwinów. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy na platformach i materacach pojawiają się pingwiny. Po wykorzystaniu wszystkich ptasich zasobów jesteśmy skazani na oglądanie reklam lub korzystanie z mikropłatności. W innym wypadku, nowe pingwiny pojawią się dopiero po upływie czasu wskazanego na liczniku.

Pingo Park to gra, którą raczej nie nacieszą się osoby stroniące od mikropłatności. W moim odczuciu, czekanie nie jest tu na tyle ekscytujące, żeby warto było płacić za przyspieszenie akcji. Na szczęście jest jeszcze jeden sposób walki z czasem. Twórcy gry wprowadzili tu mechanizm znany z „clickersów”. Klikanie w przycisk pozwala szybko zredukować czas potrzebny na „regenerację” pingwinów. Z czasem, zabawa rozszerza się również o nowe mini-gry. Być może to rozwiązanie sprawi, że Pingo Park zatrzyma was na dłużej.

Do
góry