Za porty takie jak Rod Land to ja podziękuję [iOS]

0

rodlandRod Land to jedna z gier, która nawet kiedy wracam do niej blisko dwadzieścia lat później na Amidze, daje tyle samo radości. Prosta w założeniach platformówka, potrafiąca niesamowicie dać w kość gościła swego czasu na wielu sprzętach, po latach swoją obecnością zaszczyciła również sprzęty z systemem iOS. Z jakim skutkiem?

mzl.fhltsvbn.320x480-75

Najpierw nieco o grze — fabuła w każdej z odsłon pozostaje niezmienna, porwanej Mamie na ratunek wyruszają ukochane pociechy. By odbić ją ze szponów czarnych charakterów przyjdzie im przemierzać kolejne piętra tajemniczej wieży, gdzie nie uświadczymy żadnych labiryntów; naszym zadaniem jest pozbycie się rezydujących nań potworów. Do dyspozycji mamy specjalną broń, która pozwala nam chwytać przeciwników i miotać nimi na każdą stronę — po kilku takich przewrotach pozostaje z nich tylko bonus punktowy lub dodatkowa broń. Kiedy już uda nam się pozbyć wszystkich stworów, przenoszeni jesteśmy na kolejne piętro, gdzie czekają na nas następne fale przeciwników do pokonania i kwiatów do zebrania, co zaowocuje dodatkowym zestawem punktów na naszym koncie.

mzl.txfcvejg.320x480-75

W klasycznym wydaniu Rod Land (naturalnie bez punktów kontrolnych) kończyliśmy zabawę tam, gdzie przy liczbie żyć widniało zero. Tutaj sprawa wygląda trochę bardziej skomplikowanie, bowiem do naszej dyspozycji dostajemy dwa tryby: story oraz survival. Odpowiednikiem starej rozgrywki jest drugi z nich. Pierwszy zaś jest rozczłonkowaną, podzieloną na poziomy zabawą, gdzie progres zapisywany jest po ukończeniu każdego z wyzwań, a kolejne plansze wybieramy na schemacie podobnym do tego z Angry Birds. O ile sam, oczywiście, skupiłem się na survivalu, to zdziwiły mnie niedociągnięcia w „podstawowym” dla tego wydania trybie. W Rod Land możemy zdobywać dodatkowe życia, zbierając najpierw wszystkie kwiatki, a następnie rozprawiając się potworami które pozostały na planszy — dostajemy za nie literki, z których musimy ułożyć napis „EXTRA”. I faktycznie, wszystko działa jak w oryginale oprócz tego, że… życia nie dostajemy, jest to po prostu trudniejsza droga skończenia poziomu.

mzl.txfcvejg.320x480-75

Pomijając te nieścisłości wynikające z bycia portem, samo obcowanie z grą również nie należy do najprzyjemniejszych. To jedna z tych produkcji, w których panel dotykowy, nie ważne jak skonfigurowany (oddano w nasze ręce kilka opcji z tym związanych), po prostu się nie sprawdza. Tamtejsze wirtualne przyciski są na tyle problematyczne, że przy trudniejszych planszach gdzie zręczność odgrywa dużą rolę, potrafią bardzo dać się we znaki. Graficznie nie poczyniono żadnych postępów — to te same sprite’y, które tutaj możemy oglądać w dwóch wydaniach: rozpikselowanym lub wygładzonym. Nie muszę chyba dodawać, że pierwsze z nich prezentuje się o niebo lepiej? Zawiedziony też byłem tamtejszą sztuczną inteligencją. Często stworkom zdarzało się utknąć w miejscu, uwięzionym w niewidzialnych pułapkach z których nie mogli się wydostać i jedynym wybawieniem była moja ingerencja.

mzl.vqjmknfc.320x480-75

Rod Land to jedna z produkcji, przy których spędziłem w swoim życiu nieprzyzwoicie wiele czasu. Bardzo się zdziwiłem, kiedy okazało się, że dostępna jest także na iOS, bo raczej o jej premierze nie było zbyt głośno. Chwilę po odpaleniu zrozumiałem dlaczego — gra jest zwyczajnie niedopracowana i daleko jej do oryginałów, a szkoda, bo jak wiemy mobilne urządzenia potrafią tchnąć w leciwe tytuły nowe życie, a wówczas może byłaby szansa na kontynuację?

Grę w wersji uniwersalnej można nabyć w AppStorze, gdzie kosztuje 1,59 euro.

3qrcode  AppStore

Do
góry